Cwaniak z PZPN

Książka p.t. „Cwaniaczku, nie podskakuj” Tomasza Jagodzińskiego, jest zdecydowanie pozycją obowiązkową dla każdego kibica piłkarskiego w Polsce. Wydana przez BGW w 1993 roku, mimo upływu lat nie utraciła na swej aktualności a zawarte w niej historie czyta się dziś, podejrzewam równie dobrze, co dziewiętnaście lat temu. Słyszałem o niej niejednokrotnie, ale dopiero kilka dni temu dane mi było przyjrzeć się jej z bliska i jak zakładałem wcześniej – wprost wchłonąłem ją od deski do deski podczas jednego, zimnego wieczoru.

images

Utrzymaną głównie w formie łatwo przyswajalnego felietonu, pisanego jakże charakterystycznym piórem autora, znanego z żartobliwego, ale i ciętego języka książkę, czyta się szybko i łatwo. W bezpardonowy i pozbawiony skrupuł sposób ukazuje kulisy i ciemne zakamarki piłkarskiej Polski lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, mało znane z pierwszych stron gazet. Co ważne, autor nie oszczędza konkretnych dat, nazwisk (piłkarzy, trenerów, działaczy, sponsorów), nazw firm i instytucji zamieszanych w korupcję i przekręty, co na pewno wpływa na wiarygodność stawianych zarzutów. Wspomnieć niestety należy, że jest to książka autorska i żadna z przytoczonych rewelacji nigdy nie doprowadziła zainteresowanych do sądów czy prokuratur. Wiele z wspomnianych w książce nazwisk do dziś kręci się wokół futbolu.

„Cwaniaczku…” składa się z kilku rozdziałów poświęconych konkretnym aferom oraz „czarnej listy Polskiej piłki nożnej” – alfabetycznego spisu głównie arbitrów, trenerów i zawodników – zakał rodzimego futbolu, których według Jagodzińskiego najlepiej byłoby pozamykać. Do worka wrzucony został między innymi pewien znany wszystkim w Białymstoku zawodnik:

Dariusz „Słoneczko” Czykier. Półbłazen – półpiłkarz. Do tego nazbyt często sięgający po kieliszek. Najpierw w Jagiellonii Białystok, ostatnio w Legii Warszawa. Za bardzo kocha uroki życia, by trafić do kadry. Niesforny był od dzieciństwa. Miał 10 lat kiedy zarobił karę półrocznej dyskwalifikacji za… zmianę barw klubowych z Gwardii Białystok do Jagiellonii. Później, gdy wydoroślał, działacze „Jagi” rozpieszczali i rozpieścili Dareczka. A to biednemu chłopczykowi podarowali parę milionów, to znów kupili mu ładny samochodzik, żeby tylko „nasze słoneczko” było łaskawe wyjść na boisko. A wesolutki dzieciak zaliczał kolejne wyskoki – w studenckim klubie „Gwint”, albo w lokalu hotelu „Leśnego”. Wtedy, w Białymstoku, Czykier był ulubieńcem trenera Wójcika. Do dziś wspomina biesiady ze swoim wychowawcą przy ognisku, piwie i nie tylko. Tak się stało, że w Legii znów wpadł pod Wójcikowe skrzydła. Gdy zaczął grać w wojskowej drużynie, jeden z kibiców na każdym meczu zapraszał: „Czykier, chodź na pół litra!”. Później, gdy okazało się, że lubi szybkie samochody i akurat rozbił poloneza, wołano za nim z trybun: „Dwa pięćdziesiąt cztery”. Tyle miał we krwi podczas wypadku. Tak oto wyglądała przemiana „słoneczka” w piłkarza – pijaka.

Pierwszą część czyta się niczym kryminał – zagłębiając w kolejne fakty, poznając „ciemnych typów”. Dowiadujemy się między innymi o nieprawidłowościach przy sprzedaży praw telewizyjnych do meczów reprezentacji, kompromitującej umowie ze sponsorem technicznym – firmą Admiral, kryminalnej wręcz aferze lewych paszportów, alkoholowych libacjach i o fakcie, że wszystkim kręci grupa ubranych na czarno panów z gwizdkami w rękach. W większości przypadków, Jagodziński wprost wskazuje winnych, ukazuje metody działania i wręcz strukturę skorumpowanej do cna organizacji.

Niestety wizerunek Johna Wayna – jedynego sprawiedliwego na piłkarskim „dzikim zachodzie”, dzięki późniejszemu życiorysowi autora – napisanego tym razem przez własne życie – ulega dziś zmianie, a przedstawione w książce materiały widać z innej nieco perspektywy. Pisząc książkę, publikując także między innymi w Przeglądzie Sportowym, walczył z PZPN obnażając te wszystkie ciemne sprawy, starał się kruszyć beton by później samemu zostać jego częścią. W drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych, stając się rzecznikiem prasowym PZPN, stanął po drugiej stronie barykady – broniąc, jak zwykle bzdurnych, decyzji PZPN, prezesa Dziurowicza i nowych kolegów niczym niedźwiedzica własne małe a w 2008 roku był nawet kandydatem na fotel prezesa. Do dziś, z resztą, Tomasz Jagodziński działa w PZPN pełniąc funkcje w Wydziale Zagranicznym – mając za dobrych kolegów „typów” ze swej książki.

Mimo wszystko polecam każdemu.

PS

Jako lokalnemu patriocie, nie wypada nie wspomnieć o dwóch innych przypadkach, w których czytając „Cwaniaczku…” mamy okazję dowiedzieć się więcej o bohaterach lokalnego, białostockiego podwórka. W rozdziale „Prostata Mistrza” opisana została tzw. „niedziela cudów”, czyli ostatnia kolejka sezonu 1992/93 i rola odegrana w niej przez Jarosława Gierejkiewicza. Natomiast na „Liście hańby” znajdziemy na przykład nazwisko trenera Grzegorza Szerszenowicza i między innymi historie kupionego za 15 milionów Pucharu Polski zdobytego z Lechem czy pierwszego w historii polskiej piłki protestu przeciw powoływaniu zawodników do reprezentacji (z czasów pracy w Zagłębiu Lubin).

Zobacz także...

0 Comments Join the Conversation →


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *