Ludzie bezdomni

Pierwszy mecz w życiu, jaki widziałem na własne oczy, pucharowa potyczkę Jagiellonii z Piotrcovią, zobaczyłem z wysokości trybun stadionu przy Jurowieckiej. Lata świetności dawno miął już za sobą, gierkowski porządek okalającego koronę stadionu terenu także zniknął, jak gdyby wchłonęły go blaszane budy i stelaże a powiewające na wietrze strzępy niebieskiej plandeki przykryły resztę historii. Historii placu w centrum miasta, gdzie bieg wydarzeń zatoczył w pewnym sensie koło i na własne oczy możemy zobaczyć taką samą pustynię, jaką widzieli białostoczanie tuż po zakończeniu II wojny światowej. Wcześniej stały tam fabryki (nazwa ul. Fabrycznej zupełnie więc nieprzypadkowa) ale w najnowszej historii Białegostoku szeroki na prawie 200 metrów pas, wzdłuż Białej wiąże się już tylko i wyłącznie ze sportem, lekką atletyką, boksem, siatkówką, piłką ręczną no i w końcu z futbolem i Jagiellonią. Ale od początku…

pustynia w centrum miasta...
pustynia w centrum miasta…

Zaczęło się od hali. Powstała w 1953 roku, jako pierwszy tego typu obiekt w Białymstoku. Gościła ekstraklasę siatkówki (Gwardia Białystok – pierwsza drużyna z naszego miasta, która zdołała przebić się do elity, w swej dyscyplinie), międzynarodowe mecze bokserskie (jak np. spotkanie Polska-NRD w 1959) czy zawody w podnoszeniu ciężarów (Mistrzostwa Polski ’64 i trzykrotne bicie rekordu świata przez Waldemara Baszanowskiego) i I ligę koszykówki Kobiet (Włókniarz). Zainteresowanie sportem w tamtych latach było tak duże, że kibice nie będący w stanie dostać się do hali, gromadzili się na zewnątrz i przez wywieszone głośniki słuchali odgłosów i komentarzy z wewnątrz. Przez wiele lat była domem Jagiellonii, siedzibą klubu, sekcji lekkoatletycznej, szermierczej czy judo. Także domem kibiców, zwłaszcza w ostatniej dekadzie istnienia kompleksu. To tu białostoccy ultrasi zarywali nocki wymyślając i tworząc oprawy a piwo smakowało najlepiej w Jaga Pubie.

Białystok lat 50-tych posiadał stadion miejski ze zgrabną, zadaszoną aczkolwiek przestarzałą (drewnianą) trybuną na Zwierzyńcu. Dzisiejszy wygląd obiektu to sprawa remontu czy raczej gruntownej przebudowy pod koniec lat 80-tych. Nie każdy wie, że pod trybuną znajduje się kryta bieżnia, na której sprinterzy czy płotkarze mogą trenować cały rok. Stadion ten był również pierwszą areną zmagań piłkarzy Jagiellonii. Piłkarzy można rzec „bezdomnych”, bo nie posiadających własnego obiektu, nawet treningi przeprowadzających na polanach parku zwierzynieckiego, często zmuszonych podejmować rywali na podbiałostockich boiskach.

Stadion w Zwierzyńcu przed wojną...
Stadion na Zwierzyńcu przed wojną…

Decyzja o budowie stadionu przy ulicy Jurowieckiej podjęto na przełomie piątej i szóstej dekady XX wieku i nie od razu z myślą o Jagiellonii. Pierwszym „gospodarzem” stadionu była jedenastka Włókniarza Białystok – wówczas najlepszej drużyny w mieście, przez jeden sezon nawet drugoligowej. Z biegiem czasu z boiska zaczęły korzystać także zespoły Gwardii i Jagiellonii. Nigdy nie planowano uczynić z tego miejsca głównej areny miejskiej, z założenia miał to być stadionik dzielnicowy, miejsce treningów juniorów i młodzieży – jakże garnącej się do sportu w tamtych latach. Wiadomo było, że duży obiekt sportowy w centrum miasta nie ma racji bytu i postanowiono zbudować go na obrzeżach, nieopodal lotniska sportowego aeroklubu. Stadion im. Janusza Kusocińskiego przy Jurowieckiej oddano do użytku w 1962 roku. Na stałe, piłkarze Jagiellonii, zaczęli występować tu dopiero na początku lat 70-tych, by przenieść się na Stadion Gwardii wraz z awansem do II ligi kilka lat później, i z przerwami, występowali tam aż do początku lat 90-tych. Słabe wyniki i coraz bardziej nikłe zainteresowanie ze strony kibiców zadecydowały, że mecze ekstraklasy sezonu 92/93 Jagiellonia rozgrywała przy Jurowieckiej, co jeszcze kilka lat wcześniej było nie do pomyślenia. Ligowa degrengolada sprawiła, że na stadion przy Słonecznej (przemianowany na Stadion Hetmana), jagiellończycy wrócili dopiero niemal dekadę później, by rozegrać tam kilka meczy jesienią 2001 roku, po powrocie do II ligi. Rozczarowujące wyniki i spadek liczby widzów zadecydował o powrocie na Jurowiecką. Wtedy też stadion im. J.Kusocińskiego przeszedł ostatnią większą przemianę – zyskał dwie nowe trybuny co znacznie powiększyło jego pojemność. Pojemność, której nigdy tak naprawdę nie udało się zmierzyć. Oficjalne źródła podawały, że rekord frekwencji padł na tym obiekcie w 1978 roku, w meczu ze Stoczniowcem Gdańsk i wynosił ok 5 tysięcy kibiców. Dane te nigdy nie zostały potwierdzone, mało tego zostały skutecznie obalone przez wszystkim dobrze znanego z łam forum internetowego Zygmunta. Po za tym jak mówić o rekordach, skoro do końca nie wiadomo było ile widzów mogły pomieścić trybuny wzdłuż linii bocznych. Mówiono o 6 tysiącach ale według mnie była to liczba nieco przesadzona i stała się realna dopiero po dostawieniu trybun za bramkami. Wydaje mi się, że rekord mógł paść we wrześniu 2003 roku podczas przegranego 1:2 meczu z Pogonią Szczecin. Nie są to dane potwierdzone, z prostej przyczyny nagminnego naginania maksymalnej liczby biletów ustanowionej przez PZPN. Oficjalnie, ze względów bezpieczeństwa, klub mógł rozprowadzić jedynie 3,5 tysiąca kart wstępu. Nieoficjalnie, liczba fanów podczas tego sezonu nie spadała poniżej 4 tysięcy a na wspomnianym meczu z Pogonią mogło ich spokojnie być powyżej 5,5 – 6 tysięcy. W dość zabawny sposób o frekwencję dbano w połowie lat 90-tych. Ówczesny „dobrodziej” Jagiellonii – Waldemar Dąbrowski (przeczytasz o nim tutaj) ufundował nagrodę, losowaną wśród kibiców obecnych na stadionie – nowiutkiego, białego FIATA 126p! Ale losowanego tylko wśród posiadaczy biletów normalnych, i tylko w przypadku, gdy zostanie ich sprzedanych co najmniej 3 tysiące. Oczywiste, że nagroda przechodziła z kolejki na kolejkę, aż po przerwie między rundami słuch po niej zaginął.

Sport...
Sport…
...i wypoczynek!
…i wypoczynek!

Tereny formalnie należące do miasta zostały przekazane Jagiellonii w wieczyste użytkowanie dopiero w latach 80-tych. Głównie z powodu działającej tam sekcji lekkoatletycznej.W ogóle projektanci stadionu tworzyli go głównie z myślą o królewskiej dyscyplinie sportu a ślady po dawnej bieżni było jeszcze widać w ostatnich dniach użytkowania areny. Innych elementów stadionu, których kibice mojego pokolenia nie mieli możliwości zobaczyć na własne oczy to między innymi betonowe przegrody między sektorami, boczne sektory układające się na kształt łuku czy kładka na rzece Białej, przez którą można było wejść na stadion. Natomiast po fuzji Jagiellonii z Kp Wersal Podlaski Wasilków i poprawie kondycji finansowej, stadion małymi kroczkami remontowano – poprawiając zabezpieczenia, montując dach nad nowopowstałą lożą prasową i vip (kilkadziesiąt żółto-czerwonych krzesełek),

betonując nowe podesty w sektorze – klatce dla kibiców gości czy wyżej wymienione postawienie nowych trybun. Wszystkie te zmiany należy jednak nazwać jedynie drobną kosmetyką, nijak mającą się do wymagań i oczekiwań białostockich kibiców mających dość folkloru, jakim można było nazwać organizację meczów przy Jurowieckiej.

Jak grzyby po deszczu, wokół trybun, wyrosły bowiem dziesiątki budek i straganików. Można rzec, że handel wyparł sportowców ale z drugiej strony opłaty pobierane od kupców ratowały zadłużoną po uszy Jagiellonię. Mało tego, kupcy od czasu do czasu „zrzucali” się też na premie dla zawodników. Podobno kilka razy strzelec gola otrzymywał w nagrodę niezłą wałówkę. Sytuacja doszła do tego, że odnosiło się wrażenie, że to stadion został wybudowany w środku bazaru a nie odwrotnie. Z dzisiejszego punktu widzenia to dość surrealistyczne, że na dobrą sprawę na trybunę B prowadziło jedno wąskie wejście, prowadzące krętym slalomem, między straganami. W ostatnich latach stadion nie spełniał żadnych wymagań bezpieczeństwa ale jakimś cudem udawało się uzyskać licencję. Ponowny awans do II ligi, wiatr złapany w żagle przez drużynę za sprawą poprawienia sytuacji materialnej w klubie i coraz głośniejsze słowa o budowie drużyny na miarę ekstraklasy – sprawiły, że powracał też temat powrotu na stadion Hetmana. Próba generalna – mecz 1/2 finału Pucharu Polski z Legią uświadomił wszystkim, że owy stadion jest w opłakanym stanie a zadyma na trybunach udowodniła, że organizacja meczu na tak dużym obiekcie przerasta możliwości niektórych pracowników klubu. Ostatecznie jednak innej możliwości na dobrą sprawę nie było, Jurowiecka musiała przegrać z Hetmanem…

…nawet w dobie rewelacji rodem z Hollywood i najbardziej nieprawdopodobnych scenariuszy science-fiction. Oto bowiem pojawiły się dwie wersje wydarzeń i pomysłów na zagospodarowanie terenów przy Jurowieckiej. Jeszcze w latach 90-tych mówiło się o sprzedaży części działki (boiska treningowego) pod budowę supermarketu sieci Lidl, wkomponowanego w improwizowane „centrum handlowe  Jagiellonia” – czegoś na kształt CH Park przy dworcu PKS. Temat powrócił tuż przed wejściem kapitału Wersalu Podlaskiego. I gdyby nie krzyk podniesiony przez władze miasta, odnośnie niejasnej sytuacji własności gruntów, do transakcji by doszło.

Jurowiecka
Lidl zamiast bocznego boiska za halą

Kolejnym śmiałym projektem była wizja studia architektonicznego Kaczyński i Spółka, według którego na miejscu hali i stadionu miałby powstać nowoczesny obiekt piłkarski z zapleczem na kształt galerii handlowej (o którym więcej przeczytasz tutaj), jeszcze bardziej nierealny niż pomysł wybudowania kosmodromu na Dojlidach. Ówczesny prezes Mirosław Mojsiuszko twierdził, że to „być albo nie być” dla klubu – projekt samo finansujący drużynę. Historia z Galerią Jagiellońską, propagowana kilka lat później to więc jedynie ewolucja poprzedniej koncepcji. Szkoda, że obydwa pomysły skończyło tak samo.

 

Jaga była skazana na powrót na stadion Hetmana, arenę będącą świadkiem największych sukcesów żółto-czerwonych. Stadion oddano do użytku w październiku 1971 roku. Wyglądem różnił się wówczas od tego, który pamiętamy. Trybuny posiadały 12 (późniejsza Ultra) i 16 rzędów (sektor pod szpakówką) wybudowanych na wale ziemnym, mogących pomieścić około 15 tysięcy widzów. Dopiero 2 lata później trybuny podniesiono (do około 30 rzędów), dobudowując konstrukcję żelbetową, podnosząc pojemność do około 30 tysięcy. Wszystko odbyło się w ekspresowym tempie, o którym dzisiejsi kibice – zwłaszcza po zawirowaniach z Eiffage – mogliby tylko śnić. Stadion musiał być bowiem ukończony przed centralnymi dożynkami i wizytą Edwarda Gierka w 1973 roku.

Dozynki w Bialymstoku
Dozynki w Bialymstoku 1973

Chyba każdy białostoczanin miał swój wkład w tę inwestycję – biorąc aktywnie udział w czynie społecznym lub wykupując specjalne cegiełki na rzecz nowego stadionu. Stadionu zaliczanego do jednych z najnowocześniejszych w Polsce. Szerszej publiczności zaprezentował się niestety dopiero 10 lat później, kiedy pozbawiony możliwości rozgrywania meczów na swoim obiekcie, Widzew Łódź rozegrał w Białymstoku dwa mecze w ramach Pucharu UEFA – z Elfsborgiem Boras i Spartą Praga w 1983 roku. Latem 1988 roku po raz jedyny, jak dotąd, gościł też pierwszą reprezentację Polski w wygranym 3:2 meczu z Bułgarią. Rok wcześniej rozegrano tu mecz o Superpuchar Polski pomiędzy Górnikiem Zabrze a Śląskiem Wrocław. Niestety, w 2004 roku do swej świetności miał daleko. Cały okres lat 90-tych obiekt niszczał, będąc jedynie areną zmagań grającego w III i IV lidze Hetmana. W 2005 roku udziałowcy Jagiellonii wzięli remont obiektu na swoje własne barki, według różnych źródeł kosztowało ich to od 1 do 1,5 miliona złotych. Sektor Vip i trybuna Ultra zostały odnowione, skruszały beton wypiaskowano, odmalowano. Pojawiły się żółto-czerwone krzesełka. W wielkich bólach – ale wreszcie – stadion został skomunalizowany, co pozwoliło przeprowadzić dalsze remonty aż wreszcie rozpocząć budowę nowego stadionu – a tej historii jesteśmy świadkami do dziś.

Jagiellonia przeniosła się na dobre na ulicę Słoneczną, przy Jurowieckiej w tym czasie nastąpiło prawdziwe trzęsienie ziemi. Halę, stadion, boisko treningowe, bazarek zrównano z ziemią pod budowę Galerii. Od kilku dobrych już lat mamy w centrum pustynię. A przecież można było zachować chociaż boisko, by drużyna nie musiała dziś jeździć na treningi do Pogorzałek…

Plus kilka ciekawostek:

– Otwarcie stadionu przy Jurowieckiej uświetniło spotkanie młodzieżówek Polski i Rumunii. W składzie biało- czerwonych można bylo zobaczyc m.in. Włodzimierza  Lubańskiego czy Zygmunta Anczoka.

– Stadion im. Kusocińskiego był główną areną zmagań w finale wojewódzkiego Pucharu Polski

– W latach 70, bardzo chętnie organizowano happeningi i mecze pokazowe, bardzo lubiane przez białostocczan. W jednym z takich meczów, przy Jurowieckiej spotkały się np. jedenastki białostockich taksówkarzy z milicjantami

– W 1970 roku rozważano instalację sztucznego oświetlenia na stadionie na Zwierzyńcu

– Stadion Gwardii był areną centralnych dożynek w 1973 roku.

– Jagiellonia swego czasu posiadała rozległe tereny przy Mickiewicza.

– Ostatni mecz ligowy przy Jurowieckiej odbył się 2 października 2004 roku. Jagiellonia pokonała Radomski Ks 4:1

Zobacz także...

0 Comments Join the Conversation →


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *