Historia nie zawsze żółtej koszulki

Fenomenu piłkarskiej koszulki nie sposób wytłumaczyć. To nieodzowna część klubowej tradycji i historii. Niemy świadek największych sukcesów i haniebnych porażek. Przedmiot pożądania kibiców, deficytowy towar w siermiężnych czasach PRL. O tym ile znaczy dla fanatyków świadczą czasem najmniejsze nawet próby ingerencji w ich wygląd forsowane przez producentów. Wszyscy pamiętamy jakie perturbacje towarzyszyły wprowadzeniu pasków Adidasa na rękawy strojów Ajaxu, naniesieniu reklam na trykoty Barcelony, nie mówiąc już o obsydianowej rewolucji firmy Nike czy zniknięciu orzełków z koszul reprezentacji Polski.

W Białymstoku królują dziś pszczółki, ale nie zawsze tak było. Pasiaste stroje to jedna z najmłodszych tradycji kultywowanych na stadionie przy ul. Słonecznej. Kibice nosili je od dawien, jasno manifestując przywiązanie do barw swego miasta i klubu, ale piłkarzom przyszło to robić dopiero w pierwszej dekadzie dwudziestego pierwszego wieku.

Historia koszulek jest równie długa jak dzieje samego klubu. Jej badanie ma to do siebie, że pytań jest zawsze więcej niż odpowiedzi. Chciałoby się wiedzieć jak wyglądały stroje piłkarzy w poszczególnych latach. Kto odpowiadał za ich wygląd? Czy którejś z przedwojennych koszulek udał się przetrwać pożogę i lata okupacji? Kto ryzykował życie, aby zachować te relikwie potomnym? Z czystym sumieniem przyznać muszę, że mimo wielkiej ciekawości i najszczerszych chęci, nie mam ani umiejętności, ani możliwości aby taką wiedzę posiąść i się nią teraz podzielić. Ale jestem przekonany, że komuś prędzej czy później się to uda (nawet wiem komu, drogi Zygmuncie) i wtedy do tematu wrócimy. A dziś przyjrzyjmy się latom nieco bliższym teraźniejszości.

Lata 70-80.

Drużyna Jagiellonii Białystok, lata 70.będąc mały zastanawiałem się czy to stare zdjęcia są czarno-białe, czy była taka cała rzeczywistość PRL

Spoglądając na mapę Polski, wydawać by się mogło, że Białystok nie może już leżeć ani trochę bardziej na wschód. Mimo tego, pod wieloma względami, życie w naszym mieście w okresie głębokiego PRL, przypominało istny „dziki zachód”. Sklepy miały problemy z zaopatrywaniem ludności w podstawowe produkty codziennego użytku jak papier toaletowy czy kawa. Lepsze buty czy para jeansów uchodziły już za towar luksusowy, dostępny albo dla bogaczy, albo tych zaradniejszych – potrafiących załatwić towar spod lady. Piłkarze, nawet będąc pupilkami propagandowej tuby, też nie zawsze mogli liczyć na sprzęt lepszej jakości. Jagiellończycy grali więc w tym, co akurat udało się załatwić działaczom. Zdarzało się, że przywdziewać musieli koszulki w kolorach biało-zielonych, nijak nie związanych z klubowymi barwami. W dzisiejszych czasach, gdy za produkcję butów piłkarskich odpowiada już przemysł kosmiczny, to czysta abstrakcja – ale wtedy profesjonalnym piłkarzom do treningów wystarczały zwykłe korkotrampki ze Stomilu.

Drużyna Jagiellonii Białystok, lata siedemdziesiąte

Wraz z pierwszymi sukcesami, jak awans do II ligi lub medale przywożone z mistrzostw Polski przez juniorów, w klubie pojawiać zaczęły się markowe stroje Erimy czy Adidasa. W biało-czerwonych trykotach niemieckiego producenta, Jagiellończycy po raz pierwszy w historii zapukali do bram ekstraklasy a wydarzenie to upamiętnia znany wszystkim plakat z tamtego sezonu.

Jagiellonia Białystok 1987chłopaki Wójcika, na boiskach II ligi prezentowali się jeszcze lepiej niż stroje, w których występowali

Barwy te znów nie miały wiele wspólnego z tradycją klubu czy miasta, ale takie akurat zestawy udało się z wielkim trudem zdobyć i musiały wystarczyć. Trybuny za to, od lat siedemdziesiątych, niezależnie od poziomu zaopatrzenia sklepów czy wydajności przemysłu włókienniczego, były już za to tylko żółto-czerwone. Gdy mieszkający za oceanem kibice – bracia Milewscy – postanowili sprezentować drużynie nowe komplety, od razu wiedzieli, że będą to stroje kolorami nawiązujące do herbu Jagiellonii. I tak, wyłącznie dzięki fanom, piłkarze po raz pierwszy w historii zaopatrzeni byli w sprzęt w odcieniach żółci i czerwieni.

umbro-wyjazd2

Jednocześnie z nowymi strojami Umbro, Jagiellończycy korzystali wciąż ze starych kompletów Adidasa a czasem nawet je mieszając – jak np. w pierwszym meczu Jagiellonii w ekstraklasie z Widzewem czy w finale Pucharu Polski w 1989 roku z Legią, zakładając górę od jednego a dół od drugiego garnituru.

adidas-1liga2

1990/91 – 91/92

Rozbita drużyna Wielkiej Jagi nie uniknęła degradacji i przez dwa kolejne sezony przyszło jej rywalizować na zapleczu ekstraklasy. Piłkarzom przyszło tam donaszać, niczym po starszych braciach, stroje używane wcześniej w I lidze. Magazynek uzupełniono między innymi żółtymi koszulkami w jaśniejsze pasy oraz zapamiętanymi przez kibiców jako najbrzydsze stroje w historii klubu – trykotami w biało-czarne szachownice wyprodukowane przez Adidasa.

Jagiellonia Białystok w sezonie 1991/92

1992/1993

Lata dziewięćdziesiąte przyniosły wiele zmian w krajobrazie miasta. Białostockie ulice rozświetliły reklamowe afisze i utrzymane w krzykliwym tonie bannery zachwalające usługi i wyroby wyrastających jak grzyby po deszczu lokalnych mikrobiznesów. Umieszczane wszędzie bez ładu i składu nie przyczyniały się do poprawy walorów estetycznych naszego zielonego kiedyś miasta. Ogólnej tendencji podporządkowali się też działacze Jagiellonii, z chęcią ubierając swych piłkarzy w coraz to bardziej pstrokate koszule. Rynek z wolna nasycał się deficytowymi do tej pory piłkarskimi gadżetami, ale problemem zaczęły być pieniądze na ich zakup. Mecz inaugurujący zmagania o mistrzostwo Polski AD 1993, żółto-czerwoni rozegrali przywdziewając stroje …błękitno-białe. Sprzęt Adidasa ufundowany został przez firmę KASOL.

Jagiellonia Białystok w sezonie 1992/93Inauguracja sezonu 1992/93, mecz z Zagłębiem Lubin na stadionie przy ul. Słonecznej

Koszulki nijak nie związane z barwami Jagiellonii prezentowały się bardzo dobrze jako rezerwa – np. na mecze z żółto-czarną Gieksą czy miedziowymi z Zagłębia. Trochę narzekali na nie piłkarze, bo reklama była naniesiona na materiał nietypową techniką – litery zostały podłożone gumą, która już po kilku minutach gry przyklejała się do ciała i uprzykrzała poruszanie się po boisku. Słynne mistrzostwo juniorów rocznika 1974, Frankowski i spółka też wywalczyli nosząc koszule reklamujące przedsiębiorstwo z Dojlid.

Innymi kompletami używanymi podczas tego kompromitującego sezonu były żółte koszulki UMBRO z czerwonym serkiem znane z wcześniejszych lat, białe koszulki z czerwonymi zygzakami (co dziwne założone m.in. na mecz z równie biało-czerwonym Łódzkim Klubem Sportowym)  i nowe, czerwono-białe koszule Adidasa z długim rękawem.

Jagiellonia Białystok w sezonie 1992/93

Lata 1993 – 1998

Ligowa degrengolada i kryzys finansowy miały wpływ na wiele aspektów, także piłkarskich strojów. Pieniądze zarobione na transferach najlepszych zawodników były albo rozkradane, albo przejadane. Kiepska sytuacja finansowa nie pozwalała na zakup nowego sprzętu na starcie każdego kolejnego sezonu, piłkarze grali więc w tym, czym akurat dysponował klub. Niektóre z używanych kompletów pojawiały się jedynie od święta, inne były obecne przy Jurowieckiej przez całe lata. Najdłużej ligową młóckę wytrzymały biało-czerwone trykoty Adidasa. Związany z Jagiellonią na dobre i złe Ryszard Ostrowski zakładał je i np. na mecz z Legią w ekstraklasie w 1993 roku, i na derby z Hetmanem w III lidze pięć lat później.

Derby Białegostoku - Hetman - Jagiellonia

Wzornictwo lat dziewięćdziesiątych widać pięknie na przykładzie koszul łódzkiej firmy Dorbill – charakterystycznej zółto-czerwonej szachownicy nawiązującej do koszulek reprezentacji Holandii. Przy Jurowieckiej pojawiły się w 1994 roku i były w użyciu jeszcze w roku 1999.

Jagiellonia Białystok w sezonie 1994/95

Innym przykładem designu wprost z okładek magazynu BRAVO były stroje firmy MAC, zakupione w dwóch wariantach kolorystycznych. Domowym – żółtym, i wyjazdowym czerwono-czarnym, bedącym również pierwszym po spadku z ekstraklasy, na których widniało logo sponsora – firmy ubezpieczeniowej Polisa. Wprawniejsze oko dostrzeże także żółty napis Sułtan na rękawach.

mac0

Pierwszymi, w „nowożytnej” erze, koszulkami z fabrycznie naniesioną Jotką, były zestawy wyprodukowane przez Adidasa. Żółto-czarne i czerwone trykoty prezentowały się rewelacyjnie na tle starszego sprzętu, w identycznych występowały będące na topie reprezetacje Francji i Hiszpanii oraz Legia podczas pamiętnych rozgrywek Ligi Mistrzów w 1994 roku. Oprócz herbu, nosiły nadruk SUŁTAN i zostały przedstawione jako prezent od samego „dobrodzieja” Waldemara Dąbrowskiego. Po latach ktoś jednak odkrył, że Jagiellonia dostała je od RC Strasbourg jako dodatek w rozliczeniu za transfer Tomasza Frankowskiego. Komplety były noszone przez piłkarzy Jagiellonii od sezonu 1994/95.

Jagiellonia w strojach z reklamą firmy Waldemara Dąbrowskiego - SUŁTAN

Co ciekawe, na archiwalnych taśmach TVP można dostrzec zarys klubowego herbu na biało-czerwonej koszulce Adidasa – identycznej jak czerwonej, ale bez reklamy sklepu należącego do Dąbrowskiego – zobacz skrót meczu Jagiellonia – FC Piaseczno na youtube. Jakość nagrania jest niestety zbyt mizerna, aby powiedzieć na ten temat coś więcej a innych źródeł nie udało mi się odnaleźć. Liczę na to, że ktoś coś sobie jednak przypomni i da znać – w komentarzu pod tekstem albo na facebookowym profilu.

Kiedy Mirosław Mojsiuszko zamienił trenerską ławę na fotel w gabinecie prezesa a Pan Dąbrowski przestał odgrywać w klubie jakąkolwiek rolę, okazało się, że „Sułtany” są jedynymi nadającymi się do gry zestawami strojów. Inne zdążyły rozpaść się ze starości lub uległy zdekompletowaniu. Nowym włodarzom Jagiellonii ani się śniło w dalszym ciągu reklamować dywanowe eldorado, ale pieniędzy na nowy sprzęt nie było. Pomysł Pawła Surynowicza – ówczesnego napastnika Jagiellonii, wcieliła w życie pracująca w magazynie Pani Agnieszka. Reklamy przysłonił naszyty na nie i załatwiający niewygodną sprawę czarny materiał. W późniejszych latach, niechcianych reklam pilnował Marcin Piechowski i zawsze miał pod ręką odpowiednie plastry do ich zaklejania.

Jagiellonia Białystok w IV lidze

W IV lidze piłkarzom Jagiellonii zdarzało się za to reklamować firmę Bialmot na ufundowanych przez nią żółto-czerwonych koszulkach.

Jagiellonia - Cresovia Siemiatycze w IV lidze

Na całą Jagiellonię tamtych lat śmiało można spoglądać poprzez pryzmat klubowego sprzętu. Kondycję klubu niech opiszą futbolówki, jakimi przyszło zawodnikom trenować podczas obozu w Dębicy, tuż po spadku z II ligi. Działacze owszem, wysłuchali próśb i kupili piłkarzom nowe piłki, ale były to balony najtańsze z możliwych – zabawki dla kilkuletnich chłopców opatrzone logiem Borussii Dortmund i najzwyczajniej nie nadające się na treningi nawet trampkarzy. Innym za to razem prezesi ufundowali całą piłkarską „wyprawkę” Arsenowi Chanamirianowi. Azer przyjechał do Białegostoku jako wzmocnienie drużyny, ale na treningu pojawił się niemal wprost z pociągu, w torbie – zamiast choćby i pary piłkarskich butów, miał zapewne tylko kanapki. Na takie prezenty z wielką zazdrością patrzyli pozostali zawodnicy, którzy w tych biednych czasach sami musieli troszczyć się o niemal każdą, najmniejszą pierdołę. A Arsen zniknął z klubu razem z torbą pełną sprzętu jeszcze szybciej, niż się w nim pojawił. Ukrytej symboliki w pękniętych sznurówkach Macieja Kudryckiego w meczu wyjazdowym ze Świtem nie będę się doszukiwał – bo to może spotkać każdego i zawsze. Pierwszą połowę zdołał dokończyć dzięki woźnemu i wytrzaśniętemu przez niego spod ziemi kawałkowi drutu. W przerwie bramkarz Jagi sznurówki do korków przeciągnął z „cywilnych” butów i tak skończył mecz.

„Koszulkowa” sytuacja miała się jednak w krótkim czasie znacznie unormować, ale jak to w Białymstoku –  oczywiście nie bez kontrowersji…

1999/2000

Przez klub, jak tornado, przeszły spore zmiany organizacyjno-finansowe. Powołano Sportową Spółkę Akcyjną, Wersal Podlaski stał się głównym udziałowcem. „Nowy” klub powstał de facto z połączenia Jagiellonii i KP Wasilków i stroje, jakie odtąd przywdziewać mieli żółto-czerwoni, otrzymane zostały w spadku po klubie z przedmieść Białegostoku.

Sławomir Głębocki

Piłkarze Jagiellonii występowali przez większą część sezonu w żółtych kompletach firmy TICO. Była to jej pierwsza przymiarka do seniorów Jagi, wcześniej zdarzało się ubierać drużyny młodzieżowe. Strój wyjazdowy stanowiły czerwone komplety firmy VIGO. Co bardzo ważne, oba zestawy koszulek nosiły dużą reklamę Wersalu Podlaskiego i logo firmy, dotychczas będące też herbem klubu z Wasilkowa. Stroje sprawiały więc wrażenie, że Jotka schodząc na drugi plan, ustąpiła miejsce odznace z bramą Pałacu Branickich i z tego powodu nie przypadły do gustu kibicom. Ci woleli już, aby na strojach nie było żadnego herbu, jeżeli nie ma to być ten należący od lat do Jagiellonii.

Jagiellonia - Piotrcovia w Pucharze Polski

Piłkarze wybiegali na boisko albo na żółto, albo na czerwono. Nie przypominam sobie, aby przy jakiejś okazji „wymieszano” komplety by uzyskać stroje żółto-czerwone. Podobno starano się tego nie robić ze względu na oszczędności przy praniu. Po wygranych barażach ze Spartą, komplety VIGO zostały rozebrane przez obecnych w Szepietowie kibiców. Od czasu do czasu, widać na stadionie kogoś ubranego w tę koszulkę. I widok cieszy oko, dobrze widzieć fana związanego z Jagiellonią od IV ligi po ekstraklasę.

2000/2001

Inauguracyjny mecz z Kozienicami, Jagiellonia rozegrała w niebieskich koszulkach z szerokim logo Wersalu Podlaskiego. Nie mam pojęcia kto był jej producentem, ale charakterystyczne znaczki na kształt litery V na czerwonych rękawach przypominały logo firmy Hummel.

wersal-niebieskie

Przez większą część sezonu, piłkarze wciąż jednak ubierali sprzęt firmy TICO (żółte koszulki i żółte lub czarne spodenki) z poprzedniego sezonu. Nowymi kompletami, które zadebiutowały w kolejnej części sezonu, były stroje ufundowane przez innego sponsora Jagiellonii – firmę wędliniarską Franko. Firmę związaną z białostockim klubem już od jakiegoś czasu – wspierającą drużynę finansowo, fundującą nagrody w konkursach kibiców czy finansującą druk meczowych programów. Oba zestawy – wyjazdowy (biało-czarne, cienkie pasy) jak i domowy (czerwony z białymi elementami) – posiadały na piersi logo-świnkę Franko, reklamę Wersalu na plecach i co najważniejsze, także herb Jagiellonii.

Krzysztof Łągiewka w meczu Jagiellonia - Znicz Pruszków

Bardziej wprawione oczy mogły spostrzec, że czerwonym koszulkom, z czasem przybyło pasków na rękawkach. Sprzęt firmy Adidas nie wytrzymał trzecioligowej kopaniny i po prostu pękał w szwach. Reklamację uwzględniono produkując łudząco podobne, ale już „bezfirmowe” stroje u któregoś z lokalnych producentów. Stąd cztery paski na rękawkach.

franko1

W przeciwieństwie do poprzedniego sezonu, w niektórych meczach znów mogliśmy oglądać piłkarzy w żółtych koszulkach i czerwonych spodenkach.

2001/2002

Spragnieni piłki na wyższym, niż tylko regionalnym poziomie, kibice w Białymstoku dość żywo przyglądali się letnim przygotowaniom Jagiellonii pod wodzą trenera-legendy Wojciecha Łazarka. Szeroki przegląd kadr (na pierwszych treningach przewinęło się grubo ponad pięćdziesiątka piłkarzy-kandydatów) i ograniczone warunki sprzętowe sprzyjały odświeżeniu kilku starszych i nieco zapomnianych koszulek, młodszym kibicom zaprezentowanych po raz pierwszy („ale piżamy” – skwitował stojący tuż obok mnie małoletni jegomość, wraz z ojcem przyglądający się z trybun pierwszym zajęciom z Łazarkiem). I tak w ruch poszły już po raz ostatni komplety z zaklejonym Sułtanem czy logiem na kształt Daewoo.

lazarek2

W jednym ze sparringów piłkarze wystąpili też w biało-błękitnych koszulkach (na wzór trykotów AS Monaco) – o dziwo z naniesionym herbem Jagiellonii i logiem Wersalu. Być może był to zamówiony wcześniej, nigdy nie użyty w żadnym meczu trzeci komplet.

niebiesko-biala

Sezon żółto-czerwoni rozpoczęli od dwumeczu pucharowego z Arką, wybiegając na boisko na …granatowo! Wszyscy ówcześni drugoligowcy zobowiązani byli reklamować stację Canal+, a jako, że zamówienie na nowe stroje Jagiellonii, wyposażone w odpowiednie naszywki, zostało złożone zbyt późno, producent nie zdążył z ich przygotowaniem. Granatowe koszulki wypożyczono od Gdynian.

Arka - Jagiellonia 1:1 w Pucharze Ligi

W meczu rewanżowym piłkarze wyglądali już jak ludzie, a stroje firmy Errea prezentowały się na boisku dużo lepiej niż sama drużyna. Identyczne komplety w dwóch różnych wariantach kolorystycznych (żółto-czerwony i biało-czarny), do tego wersje na   krótki i długi rękaw wyglądały bardzo przyzwoicie i profesjonalnie. Niestety tylko na pozór, co na swój sposób sygnalizował prasie Wojciech Łazarek – narzekając, że na treningi czy rozgrzewki jego chłopcy wychodzą „każdy w innym kapocie”. Nawet pod tym względem jego zespół nie wyglądał jak drużyna.

errea2liga

2002/2003

Po spadku do III ligi, Jagiellończycy reklamowali Canal+ nawet bez takiego obowiązku. Wykorzystywano po prostu stroje firmy Errea z zeszłego sezonu, uzupełnione o jeden nowy komplet żółtych koszulek z czerwonymi rękawami. Przechodząc trudny okres, klub miał w budżecie wydatki dużo pilniejsze niż nowe trykoty.

wersal3

2003/2004 – 2004/2005

TICO – polska marka sprzętu sportowego radziła sobie na rodzimym rynku coraz lepiej. Ubierała już połowę zespołów ekstraklasy i niemal tyle samo klubów na jej zapleczu. Umowę na sponsoring techniczny, czyli nieodpłatne przekazanie sprzętu w zamian za promocję firmy, pierwszą taką w historii Jagiellonii, udało się podpisać nowemu zarządowi klubu tuż przed startem rozgrywek. Kibice nigdy wcześniej nie mogli kupić oficjalnych trykotów meczowych wprost z klubu – nic dziwnego, że fala żółtych T-shirtów z herbem, czarnym serkiem, czerwonymi wstawkami pod pachami i logiem Canal+ zalała miasto z chwilą, gdy dzięki umowie z TICO, wreszcie było to możliwe. Moda na Jagiellonię zaczęła wracać do Białegostoku i coraz więcej kibiców manifestowało swą miłość do klubu nosząc oryginalną replikę. Wyjazdowy komplet nawiązywał do strojów przedwojennych – czarne koszule i białe spodenki prezentowały się wręcz genialnie.

tico

Nie tylko w moim subiektywnym odczuciu, były to jedne z najlepszych, „przedpszczółkowych” strojów Jagiellonii. Prosta linia nadawała szyku i przypominała czasy dawnej, wielkiej Jagiellonii. Jej krój wzorowany był bowiem na żółtych koszulkach Umbro z lat osiemdziesiątych.

umbro-dom

Problem dotyczył jedynie …getrów. Producent dostarczył sprzęt w odpowiednim rozmiarze, ale zanim można było z niego skorzystać, należało rozciągać skarpety na treningowych pachołkach albo butelkach z wodą. Zawodnicy żartowali, że to dodatkowy element rozgrzewki, bo trzeba było się przy tym nieźle siłować.

W kolejnym sezonie wciąż obowiązywała umowa z marką TICO. Stroje zostały odświeżone, wprowadzono nowszy model – niestety niezbyt udany. Z czasem na piersi pojawiła się pierwsza, od czasów Wersalu, reklama – firmy ubezpieczeniowej Compensa. Na komplet rezerwowy składały się jednolite, białe stroje (bądź ich zestaw białych koszulek ze spodenkami w innej barwie).

tico2

Wyjątek od umowy z TICO stanowiły osoby Andrzeja Olszewskiego i trenera Adama Nawałki. Bramkarz ubierany był od stóp po rękawice przez firmę JAKO, trener był za to w Białymstoku ambasadorem firmy Nike.

2005/2006 – 2007/2008

Rok 2005 przyniósł kilka przełomowych kwestii. Po pierwsze – nowym sponsorem została firma Optim, dystrybutor marki ZINA. Po drugie – umowa opiewała aż na trzy lata i była od poprzedniej dużo korzystniejsza, m.in. przez wzgląd na jej wartość netto. W sprzęt wyposażeni zostali nie tylko zawodnicy pierwszej drużyny, ale także rezerwy i juniorzy. Klubowy magazyn ponoć aż pękał w szwach od wszelkiej maści piłkarskich atrybutów – od piłek i strojów, po dresy czy stroje reprezentacyjne i wyjściowe, nie mówiąc już o torbach, klapkach, ręcznikach czy innych gadżetach przydatnych podczas treningów. Po trzecie – na plecach piłkarzy pojawiły się nadruki z ich nazwiskami. Z nowinki chętnie korzystali też fani i podczas zamawiania replik, nanosili na nie imiona czy ksywki. Po czwarte, i najważniejsze – klub posłuchał wreszcie głosu kibiców i zamówił u producenta koszulki w żółto-czerwone pasy.

Pasiaki były obecne na trybunach od niepamiętnych czasów a wraz z powrotem na zaplecze ekstraklasy zaczęły przeżywać swój renesans. Ich rosnąca z każdym meczem liczba, chcąc nie chcąc, sama zadecydowała o powstaniu w Białymstoku „nowej, świeckiej tradycji” a piłkarze Jagiellonii nie mogli się do niej nie dostosować.

Pierwsze pasiaki Jagiellonii

Pierwsze meczowe pasiaki zostały zaprezentowane szerszej publiczności podczas prezentacji w restauracji Camelot zorganizowanej pod koniec czerwca 2005 roku. Piłkarze zostali w nie ubrani także podczas przedsezonowej sesji zdjęciowej. Ich charakterystycznymi cechami była prosta linia i dużo większe niż dotychczas herby.Przedstawiciele kibiców byli bardzo zadowoleni, ale kilka poprawek zostało jednak zgłoszonych – zaproponowano np. żółte pole na plecach pod numerem zawodnika. Ostatecznie projekt zmieniono całkowicie, piłkarze otrzymali zupełnie nowy model koszulki a już wyprodukowany sprzęt trafił do drużyny rezerw.

zina1-dom.w.wojtkielewicz

Nowe pasiaki prezentowały się świetnie i wielu kibiców do dziś stawia je jako niedościgniony wzór. Krój był nowoczesny i bardzo ergonomiczny. Stylistyka nowatorska ale zarazem delikatna. Żółte wstawki nadawały całości optymistyczny ton i jasno wskazywały, że „pszczółka” jest żółto-czerwona a nie odwrotnie. Na piersi widniało logo producenta, zmniejszony herb i logo sponsora – Compensy. Rękawki przyozdabiał nowy logotyp piwa Żubr a z czasem także herb Białegostoku. Co najważniejsze – na nowy sprzęt nie mieli prawa narzekać sami zawodnicy. Dobrej jakości zawierzył w końcu także trener Adam Nawałka, który indywidualny kontrakt z Nike wymienił na Zinę pod koniec 2005 roku. Rezerwowym kompletem były czarne stroje z białymi elementami.

W kolejnym sezonie, w przeciwieństwie do herbu – który diametralnie zmienił swój wygląd – koszulki przeszły tylko mały „lifting” – projekt wciąż był utrzymany w podobnym tonie, ale w moim odczuciu stracił nieco na swej przebojowości. Stroje wydawały się też nieco „luźniejsze”, zwłaszcza na zawodnikach drobnej postury. Z piersi zniknęło logo sponsora, pojawił się za to dobrze przez wszystkich pamiętany slogan.

zina2-dom

Po wywalczonym awansie do ekstraklasy, zgodnie z tradycją zawodnicy podarowali koszulki kibicom. Po powrocie z urlopów mieli przekonać się, że były to jedne z droższych prezentów, jakie w życiu sprawili, bo stroje uszyte były  najwyraźniej złotymi nićmi. Kara za nierozliczenie się ze sprzętu wynosiła 600 zł a piłkarze żartowali, że chyba nawet Barca i Real nie mogą sobie pozwolić na koszule takiej jakości. Ciekawe jakie plany względem strojów mieli działacze, bo komplety na nowy sezon i tak miały być zmienione.

zina3-dom-a.chomicz

Pojawiło się na nich wreszcie upragnione logo sponsora tytularnego najwyższej klasy rozgrywkowej, wówczas Orange Ekstraklasy. Za kilkaset tysięcy złotych na torsy piłkarzy trafiło też błękitny logotyp holenderskiej firmy działającej na rynku turystycznym. Istotną różnicą w porównaniu do poprzednich sezonów, było wprowadzenie jednolitych, żółtych rękawków.

Producent starał się nadążyć za awansem piłkarzy i wprowadzić sprzęt na najwyższy poziom jakości, ale szerokim echem wśród kibiców odbiła się wiadomość o odklejających się z bramkarskich bluz herbów. Jak gdyby chciały w ten sposób nawiązać do słabszej formy Jagiellończyków w rundzie wiosennej.

2008/2009 – 2011/12

Nowe rozdział w historii występów w ekstraklasie. Nowy trener, nowa drużyna, nowe porządki. Sponsorem technicznym została wchodząca z przytupem na polski rynek, hiszpańska firma Joma. Kibice narzekali na niezbyt wysublimowane wzornictwo strojów, piłkarze na ich archaiczny, luźny krój i łatwość, z jaką przeciwnik „łapie” takie trykoty podczas sprinterskich pojedynków. Krytykowano też kolorystykę dresów i strojów wizytowych (granatowo-biało-czerwone).

joma-1-dom

Po początkowych niepowodzeniach, kolejny wzór koszulek dla Jagiellonii zaprezentowany w sezonie 2010/11, przyjął się na tyle dobrze, że pozostał z drużyną na dwa lata. W międzyczasie zmieniały się jedynie logotypy sponsorów umieszczane na piersi i rękawkach zawodników. W porównaniu do poprzednich lat, na koszulkach przybyło żółto-czerwonych pasów, tym razem dużo cieńszych. W oczach niektórych kibiców „pszczoły” zamieniły się w „osy”. Występującym w nich piłkarzom nie raz udało się użądlić przeciwnika i dzięki rewelacyjnej postawie zdobyć Puchar Polski i uniknąć degradacji na przekór dziesięciu ujemnym punktom. Koszulki te są wciąż chętnie zakładane na mecze przez kibiców na stadionie. Nic dziwnego, na sam jej widok wracają dziś bardzo miłe wspomnienia…

joma2-dom

Po dwóch latach wygląd koszulek zmieniono diametralnie. Wróciły szerokie pasy a kolorem dominującym stała się czerwień. W moim subiektywnym odczuciu, były to zdecydowanie najlepsze pasiaki, w jakich przyszło grywać Jagiellończykom w Ekstraklasie. A zwłaszcza ich wariacja z początku sezonu – z tylko jednym logotypem sponsora, firmy Milko. Były proste, gustowne i miały swój własny charakter. Późniejsze reklamy zaburzyły tę harmonię i koszulki, mimo niezmienionego wzoru – wyglądały mniej atrakcyjnie.

joma3

2012/13 – 2014/15

Trzyletni kontrakt z Jagiellonią na zaopatrzenie pierwszej i młodzieżowej drużyny, amerykańska firma Under Armour wyceniła na równi z wartością marketingową wizerunków białostockich piłkarzy. W zamian za sprzęt wykorzystywała je później w kampaniach reklamowych w Polsce. Stroje UA może i były dobrej jakości, ale wzornictwo niestety nie było najlepsze. Modele przekazane Jagiellonii na przełomie trzech lat, niby zupełnie różne, de facto wyglądały identycznie i różniły się jedynie mało znaczącymi detalami.

ua

Od sezonu 2015/16 Jagiellończyków ubiera włoska firma Errea a kształt samych koszulek zarówno w poprzednim, jak i obecnym sezonie zależy od samych kibiców. Dzięki zorganizowanemu przez klub, w porozumieniu z producentem konkursowi, każdy mógł wysłać swój projekt jagiellońskiego trykotu. Emocje związane z ostatnią jego edycją jeszcze nie ucichły – każdy zainteresowany tematem dobrze wie w jakich okolicznościach przebiegał i ma swoje własne zdanie na ten temat. Pozwolę sobie tylko zapytać po co kibice chcą konkursu na nową koszulkę, jeżeli nie chcą zmieniać starej?

Zobacz także...

2 Comments Join the Conversation →


  1. marek

    Zajebisty artykuł i zdjęcia, kawał dobrej roboty!

  2. wiktor

    Sułtany najlepsze, moje czasy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *