Trenerskie „do not” Tomka Hajto

Jako zawodowy futbolista, chcąc nie chcąc pobierał trenerskie nauki od kolejnych instruktorów sztuki piłkarskiej – klubowych coachow i managerow czy trenerów – selekcjonerów reprezentacji Polski. Przyjrzyjmy się pierwszej dwójce z nich i czasom kiedy młody Hajto jak gąbka chłonął wiedzę swych szefów, by póki co wykorzystywać ją na boisku a potem także na trenerskiej ławie. Zwróćmy uwagę na błędy i niedopatrzenia, o których Hajto, idąc na skróty mógł zapomnieć. Dobrze jest uczyć się na błędach, jeszcze lepiej – czyichś.

Antoni Pieczniczek

piechniczekKuzyn Kononowicza – Antoni Piechniczek

Tomasz Hajto debiutował w reprezentacji Polski w 1996 roku meczem z Cyprem, rozgrywając 60 minut pod wodzą Wodza. Chodzącej encyklopedii piłki nożnej, fachowca nad fachowców, alfy i omegi znanej i cenionej za granicą, Polskiej Myśli Szkoleniowej (trademark!) – Antoniego Piechniczka. Dziś członka jakże szanowanej i cenionej grupy wybitnych specjalistów Polskiego Związku Piłki Nożnej w tytule wiceprezesa. Bo oto, po latach posuchy, Mistrz Antoni powrócił na selekcjonerski tron w glorii osoby, która jako ostatnia dotąd wprowadziła biało-czerwonych na salony Mistrzostw Świata. Ta-da! Fanfary.
Skończyło się jak zawsze –brak awansu, przedwczesna dymisja, skandalik i znienawidzenie wśród kibiców. Panie Tomku, notujemy:

Warsztat szkoleniowy. Nowinki techniczne są naszymi sprzymierzeńcami, nie wrogami. Coś co uznawano za standard na początku lat osiemdziesiątych, dziś nie przystoi klasowemu, profesjonalnemu trenerowi.

Otaczająca rzeczywistość. Panu Tomaszowi to raczej nie grozi, z racji mniej zaawansowanego wieku ale czasem warto jest rozejrzeć się dookoła, nabrać dystansu do samego siebie, uderzyć w pierś i przyznać rację ludziom, którzy też mają oczy. Piechniczek zwykł drążyć w nieskończoność niepodparte jakimkolwiek racjonalnym dowodem teorie rodem z kosmosu. Niczym prezes Kaczyński nie dawał szans nikomu, kto próbował cokolwiek mu wytłumaczyć. Słynny jest cytat „Przegraliśmy mecz, ale mamy piłkę”

Do tego samego worka można wrzucić relacje na linii trener – dziennikarze:

Piechniczek vs Laskowski by VolleyPretorian

Stałe fragmenty gry. Nie, Panie Tomku. Statystyka i jakość wykonywania rzutów rożnych nie jest brana pod uwagę przy ustalaniu wyniku czy kolejności w tabeli.

– Pan jest oczywiście nastawiony negatywnie. Graliśmy jak równy z równym (przegraliśmy 0:2 – przyp. Jurowiecka21), wykonywaliśmy więcej rzutów rożnych. Rzadko się trafia, by na wyjeździe już w pierwszej połowie wybijać je aż osiem razy. Nie wykorzystaliśmy żadnego, ale trzeba zwrócić uwagę, że każdy miał jakąś myśl przewodnią i był bity inaczej.

Stosunki interpersonalne. Toczenie wojen i publiczne wywalanie prywatnych animozji z najlepszymi piłkarzami nie sprzyja dobrym wynikom i nie poprawia atmosfery w szatni. Wojciech Kowalczyk (Betis), Andrzej Juskowiak(Borussia), Maciej Szczęsny(Legia) czy Tomasz Iwan(Feyenoord) – swego czasu grając pierwsze skrzypce w klubach nie mieli nawet szans na powołanie chyba tylko dzięki głosom w głowie trenera. W zamian mieliśmy pamiętne debiuty np. Waldemara Adamczyka (z całym szacunkiem) w meczu o punkty z Anglikami. Potem wojna z Beenhakkerem – „Obrażając mnie, pośrednio zdeprecjonował sukcesy polskiej piłki”

Dobór taktyki. Trzech obrońców w meczu wyjazdowym z Włochami? Jedni powiedzą, że chwali się grę ofensywną ale to tak jakby wystawić w obronie tylko Skerlę Alexisa i Cionka w meczu przy ul. Reymonta.

Testowanie zawodników. Mam nadzieje, że będzie wyglądało inaczej, niż zatrudnianie trenerów reprezentacji juniorskich w związku. Za przykład – zamieszanie ze zwolnieniem Michała Globisza i zastąpienie go Januszem Białkiem, rzekomo z powodu braku wyników, a przecież ekipa U-18 zdołała awansować do kolejnej fazy eliminacji. Ponoć egzamin przed komisją kierowaną przez Piechniczka polegał na odpowiedzi na pytanie „czy jest Pan kolegą Grzegorza Laty i jak długo?” Swoją drogą to ciekawy temat na zupełnie inną notkę.

Janusz Wójcik

wojtK*wa Miśki, który z was to Hatjo?

Po przerżniętych eliminacjach do MŚ we Francji, jeszcze w ich trakcie, Mistrz Antoni zabrał zabawki i zabunkrował się na dobre pół roku w domku z kominkiem w Wiśle. Z całym szacunkiem – to najlepsza rzecz jaką zrobił dla Polskiej piłki w latach dziewięćdziesiątych. Na jego miejsce szykowany był dotychczasowy asysnent – Krzysztof Pawlak. I w debiucie na fotelu trenera zdążył nawet wygrać z Gruzją ale oto z cienia wyłoniła się persona Janusza Wójcika – „trenera z Audio-tele”.
Hajto nie od razu zdołał zyskać zaufanie trenera zwanego w Białymstoku „Melonem”, ale kiedy już przebił się do składu na początku 1998 roku, był w jego kadrze podstawowym zawodnikiem. Ich współpraca trwała do końca 1999 roku, kiedy Wójcikowi podziękowano. Swoją drogą zrobiono by to wcześniej, już w maju 1998 roku, gdyby nie dwa gole Hajty, właśnie, wbite reprezentacji Rosji w Chorzowie. Czego unikać?

Gadanie głupot. „Wygramy z Anglią 3:0”, „gramy lepiej niż drużyna Górskiego”. Po co komu takie deklaracje i stwierdzenia, jeżeli racjonalnie patrzącej na świat osobie, wydają się być „delikatnie” na wyrost. Rozumiem budowanie pozytywnego wizerunku i ciągła walka o lepszą kasę ale bez przesady.

Wójcik by VolleyPretorian

Dobór taktyki. Pod tym względem skrajny do Piechniczka. Wójcik okazywał się gołosłowny w swych zapewnieniach i podczas niektórych meczów delegował do gry choćby i sześciu nominalnych obrońców (Anglia – Polska) i tylko jednego napastnika. I nawet gdyby był nim Messi, jak można było mieć jakiekolwiek złudzenia co do ostatecznego wyniku?

Motywacja przedmeczowa. Z Wójcika, uchodzącego za mistrza w tej dziedzinie, Pan Tomasz również nie powinien brać przykładu. Z oczywistych względów nie polecamy eksperymentów z testosteronem (vide olimpijczycy). Uważalibyśmy też na sentencje o „goleniu frajerów”, „podnoszeniu kiełbas do góry” i zwłaszcza „ładowaniu w dupę kelnerów” – które to mogą zabrzmieć dwuznacznie w uszach jakże licznej grupy  stranierrich w szatni Jagiellonii, nie do końca zaznajomionych z metaforami języka polskiego

Kasa Misiu, Kasa. OK. Wykonujemy swe zawody z powodu wynagrodzenia. Ale jeżeli umawiamy się na pewne warunki i podpisując umowę zgadzamy się co do także kwestii finansowych, po co później mącić wodę i wciąż bić się o każdy kolejny grosz. Drużynie to na pewno nie pomoże.

Podejście do tematu. U schyłku swej oszałamiającej kariery zdarzało mu się trenować także słabsze drużyny pokroju Świtu Nowy Dwór Mazowiecki, gdzie nawet chłopcy od podawania piłek widzieli, że Wójcik pojawia się w klubie tylko w dni meczowe. Treningi prowadzili asystenci a trener nie znał nawet imion swych podopiecznych:
– „Dawaj tego… jak mu tam. Tego Włocha! Włocha dawaj!” – instruował kierownika drużyny pragnąc przeprowadzić zmianę. Prowadząc Śląsk Wrocław pomylił raz szatnie i odprawę przedmeczową rozpoczął z zawodnikami Amiki Wronki.

Takich, między innymi, nauczycieli miał na przestrzeni lat swej nauki trener Tomasz Hajto. Wiadomo, że w Bundeslidze wzorce do naśladowania były nieco inne, a nazwiska bardziej poważne. Podstawą filozofii i wizji Jagiellonii, jaką Hajto roztacza na łamach prasy jest właśnie doświadczenie w pracy z trenerami „z pierwszej półki”. Ja mam tylko nadzieje, że ma na myśli raczej klasę Huuba Stevensa aniżeli Antoniego Piechniczka.

0 Comments Join the Conversation →


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *