Tomasz Hajto trenerem Jagiellonii

Zanim przejdę do meritum, chciałbym na szybko wyjaśnić dwie kwestie:

1. Często narzekamy na polskich trenerów, wymyślając coraz to nowe epitety kierowane pod ich adresem. Jednym z najczęstszych zarzutów jest zaawansowany wiek i warsztat szkoleniowy z poprzedniej epoki. Łatwo jest zauważyć, że rzeczywiście – zmiana generacji na polskich ławkach trenerskich chyba powoli następuje, średnia wieku typowego ekstraklasowego coacha delikatnie, ale spada. Ktoś zaraz powie, że najlepszym trenerem na dzień dzisiejszy jest ten najstarszy – pan Orest Lenczyk. OK., trochę w tym prawdy, trochę twierdzenia, że wyjątek potwierdza regułę. Napływ świeżej krwi jest potrzebny i kolejny trener młodego pokolenia w Ekstraklasie powinien raczej cieszyć.

2. PZPN i kwestia licencji Tomasza Hajto. Pierwszy raz w życiu (coś mi mówi, że i ostatni) jestem skłonny zgodzić się z teoriami dinozaurów Polskiego futbolu – Wojciecha Łazarka i Antoniego Piechniczka. Polska piłka nigdy nie będzie profesjonalna a poziom zawodów w kraju nad Wisłą nigdy się nie poprawi, jeżeli nie będziemy przestrzegać jasno określonych reguł i zasad gry. Zasługi wybitnego reprezentanta nie mogą być argumentacją w przedmiocie dyskusji, jakim jest udzielenie licencji na prowadzenie drużyny w Ekstraklasie. Kandydat musi mieć odpowiednie papiery i kropka. Każdy z nas, zanim podejmie pracę musi spędzić setki godzin nad podręcznikami, zaliczyć testy i egzaminy, odstać swoje w kolejce po wpis. Tomasz Hajto też powinien.

 hajto

Kiedy pierwszy raz – tych parę tygodni temu – dotarło do mnie, że kandydatura Hajty jest w ogóle rozważana, moja reakcja była prosta. To tak jak gdybym dowiedział się, że operację siatkówki mojego oka ma przeprowadzić lekarz stomatolog. Hajto był świetnym piłkarzem, ostoją reprezentacji i podstawowym zawodnikiem trzech, spośród czterech, od których otrzymywał powołania, kolejnych selekcjonerów. Ale czy to wystarczający powód, dla którego powierzać narząd wzroku, facetowi na co dzień zajmującemu się plombowaniem zębów? Nawet, jeśli te plomby robi rewelacyjnie?

Tomasz Hajto przez długie lata bogatej kariery zawodowego futbolisty osiągnął znacznie więcej niż statystyczny kopacz urodzony w Polsce. Jadł chleb z niejednego pieca. Po tym jak dał się poznać jako solidny obrońca w rodzimej ekstraklasie, stosunkowo szybko udał się na zachód, by podbijać niemieckie stadiony. Pracował z wieloma wybitnymi fachowcami, miał szansę przyglądać się warsztatowi specjalistów takich jak Huub Stevens i Wolfgang Wolf w Bundeslidze czy wspomnianego Antoniego Piechniczka czy Jerzego Engela w reprezentacji. Powinien doskonale pamiętać, na czym polegały ich pomysły na grę, dobór taktyk pod konkretnego przeciwnika czy metody na przygotowanie zespołu do trudów kolejnych sezonów. Jedynym problemem pozostaje fakt, że wysiłkom tym, nasz nowy coach, przyglądał się z perspektywy piłkarza a nie adepta trenerskiego fachu. Braki w wiedzy i wykształceniu mogą okazać się brzemienne w skutkach.

Chyba, że filozofia jego pracy będzie czerpać garściami z okresu gry w reprezentacji Janusza Wójcika, kiedy to trener „mistrz mobilizacji” na odprawach przedmeczowych wygłaszał peany na cześć podnoszenia ogórów, golenia frajerów i kelnerów, sprawy czysto piłkarskie pozostawiał do omówienia asystentowi Klejdinstowi (z całym szacunkiem panie Dźwigała).

Zobacz także...

0 Comments Join the Conversation →


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *