Szyld zmieniony, ale czy tak jak powinien?

Rok 1992 zapisał się w pamięci historyków zakończeniem trwającej dwadzieścia lat wojny w Salwadorze, referendum w sprawie odejścia od apartheidu w RPA czy zawiązaniem CEFTY. Kibice piłkarscy w Polsce również zapamiętali tenże rok jako moment, na który czekali od jakiegoś już czasu. Moment, kiedy to mogli nabrać w płuca odrobinę świeższego powietrza po kilku suchych latach – bo oto nadeszła „młodość”. Drużyna olimpijska, jakże w Białymstoku znanego-lubianego, Janusza Wójcika wracała z Barcelony ze srebrnym medalem. „Zmieniamy szyld i jedziemy dalej” – każdy to pamięta i każdy wie jak się skończyło. I nie dotyczy to tylko reprezentacji narodowej, bo na rodzimym podwórku, boisku przy Jurowieckiej, sytuacja była podobna.

Mistrzowie Polski juniorów AD 1992 - złota drużyna Ryszarda Karalusa - Jagiellonia Białystok
Mistrzowie Polski juniorów AD 1992 – złota drużyna Ryszarda Karalusa – Jagiellonia Białystok

Piłkarze rocznika ’74 dowodzeni przez trenera Karalusa wygrali krajowy czempionat w najstarszej z juniorskich kategorii wiekowych. Wydawało się jedynie kwestią czasu – kiedy orliki przemienią się w orły i poprowadzą swą drużynę do kolejnych sukcesów – tym razem w dorosłej już piłce. Matura napisana na piątkę z plusem, ale co dalej?

Czas pokazał, że szyldu zmienić nie tak łatwo. Zarówno olimpijczycy z Barcelony jak i chłopaki Karalusa nigdy nie stworzyli drużyn na miarę oczekiwań. Owszem, ukształtowało się w jakiś tam sposób kilka piłkarskich osobowości, ale niestety kiedy już tych osobowości w Białymstoku nie było. Każdy poszedł swoją drogą… Dlaczego roztrwoniono cały ten potencjał? Kto za to wszystko odpowiada? No i gdzie podziały się dolary? :) Temat na kolejny odcinek TVN-owskiej Uwagi. Równie ciekawy, co odtajnione dokumenty z Katynia. Złota drużyna R.Karalusa to wierzchołek góry lodowej. Oprócz niej mieliśmy wielu utalentowanych zawodników także w młodszych rocznikach.

Jedno jest pewne. Czas pokazał, że gdyby zawodnicy ci zostali w Białymstoku nie było by lat posuchy w III i IV lidze. Mielibyśmy, w Jagiellonii, team o jakim w owym okresie kibice innych drużyn w Polsce mogliby jedynie pomarzyć. A tak marzyć musimy my…

Jak wyglądałaby jedenastka Jagiellonii w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych? Ano tak:

Jagiellonia Białystok 1996-1999

1. Maciej Kudrycki, rocznik 1974

Ok, napompowałem ten wstęp za bardzo. Przedstawiając jedenastkę wypada zacząć od bramkarza a ten w całym zestawieniu uchodzi za najsłabsze ogniwo. Bo, mimo, że jako junior zapowiadał się wręcz rewelacyjnie w dorosłej piłce nie miał już z górki. Choć reprezentował barwy aż czternastu zespołów (polskich i zagranicznych) były to w większości boje II czy III-cio ligowe. Licznik spotkań w ekstraklasie zatrzymał się na tym premierowym i to przecież całkiem niedawno – po aż szesnastu (!) latach od wywalczenia złotego medalu MP juniorów. Leżącego się nie kopie – poprzestańmy, więc jedynie na tej statystyce. Może po prostu nie miał szczęścia :) Miejsce w jedenastce zawdzięcza temu, że trzymam się zawodników urodzonych w połowie lat siedemdziesiątych. Realnie większe szanse miałby chyba jednak Mirosław Dymek.

2. Daniel Bogusz, rocznik 1974

W pierwszej drużynie Jagiellonii zdążył zadebiutować jeszcze przed zdobyciem tytułu. Wydaje się, że z całej ekipy najwcześniej dojrzał piłkarsko, trafił w dobre towarzystwo odchodząc do Widzewa już wiosną ’94 i niemal z miejsca stając się podstawowym zawodnikiem (14 spotkań w premierowej rundzie). Z roku na rok udowadniał, jakim jest solidnym obrońcą chyba wszystkim po za kolejnym selekcjonerom reprezentacji Polski. W końcu zaliczył czternaście minut u Piechniczka w meczu o pietruszkę z Cyprem (3:2, 1997r.) i tyle go w kadrze póki, co widzieliśmy. Rodzimą ekstraklasę opuścił na jesieni 2001 roku legitymując się 204 meczami i 20 bramkami strzelonymi dla Widzewa, obierając kierunek zachodni i kotwicząc w Arminii Bielefeld. Kiedy podjął decyzję o wyjeździe. Myślałem, że robi źle. Bo powinien wyjechać albo dużo wcześniej (a miał nie jedną propozycję) albo nie ruszać się już nigdzie, zostać w Łodzi gdzie był noszony na rękach. Pomyliłem się myśląc, że jedzie dorobić do emerytury grając w niższych ligach. Udało się awansować, dzięki czemu zaliczył dwa sezony w 1. Bundeslidze. Ba, Zibi Boniek obierając kadrę w 2002 roku przypomniał sobie o blond-włosym obrońcy i ściągnął go na mecz z Belgią (24 minuty w koszulce z orzełkiem). Szkoda, że latem 2007 nie trafił do Białegostoku, bez problemu przejąłby schedę po Wałdochu.

3. Jacek Chańko, rocznik 1974

Może i był niezłym pomocnikiem ale obrońcą był jeszcze lepszym, zwłaszcza pod koniec kariery. Podobnie jak Bogusz, zdążył zadomowić się w pierwszej jedenastce dorosłej Jagiellonii jeszcze jako junior, w sezonie 1992/93. Jeszcze wcześniej, bo w 1990 roku wywalczył brązowy medal europejskiego czempionatu z reprezentacją Polski U-16. Po mistrzostwach i tym najgorszym w historii klubu sezonie 92/93 spadł do II ligi, gdzie bronił barw Jagi jeszcze przez trzy lata, ostatecznie odchodząc do Stomilu Olsztyn na wiosnę 1996 roku. Kto pamięta Stomil tamtych lat pamięta doskonale i Jacka Chańkę. Kulminacyjnym momentem jego kariery było powołanie na turniej do Tajlandii, gdzie reprezentował Polskę w meczach z Brazylią i Nową Zelandią (ostatecznie mecz z kanarkami uznano za nieoficjalny). Potem był dziwny transfer do Werderu Brema. Dziwny, bo przez dwa lata pan Jacek zagrał tylko raz – w meczu pucharu UEFA. Potem powrót do Polski (wicemistrzostwo z Pogonią) i już nie to samo co wcześniej. Wrócił do Jagi w 2003 roku. Co wyszło na dobrze i jemu i Jadze.

4. Bartosz Jurkowski, rocznik 1974

Po spadku z ekstraklasy z Jagą, awansował do niej ponownie ale już ze Stomilem w ’94. Potem przerwa na Jeziorak Iława (II liga) i znów Stomil. I tak przez Stomil, Amikę, Wisłę (vel Orlen) Płock i Górnika Łęczna w najwyższej klasie rozgrywkowej aż do 2007 roku. 266 meczy i 12 bramek w najwyższej klasie rozgrywkowej. Do pełni szczęścia zabrakło choćby jednego meczu w drużynie narodowej. On również nosił się z zamiarem powrotu do Jagi w 2007 roku ale również nic z tego nie wyszło.

5. Marcin Danielewicz, rocznik 1976

Na MP juniorów w 1992 nie grał, za to dwa lata później zajął ze swoim rocznikiem czwarte miejsce. Talent nigdy nie eksplodował tak jak powinien. W ekstraklasie reprezentował Łódzki Klub Sportowy.

6. Marek Citko, rocznik 1974

O tym człowieku napisano całe książki. Każdy wie, każdy widział, każdy słyszał, każdy pamięta. Ograniczę się do suchej statystyki: 170 meczy, 23 bramki w ekstraklasie, 10 występów w kadrze A. Niektórzy mogliby zarzucić, że tylko dwie bramki. Może i tylko dwie ale za to jakie i komu.

Zanim trafił na Wembley tak trafiał dla Jagi :)

7. Radosław Sobolewski,rocznik 1976

Jak dotąd 226/26 w ekstraklasie i nic nie wskazuje na to, że owy licznik miałby się zatrzymać. Mało tego, Radek jest na dobrej drodze by i w tym sezonie zdobyć z Wisłą Kraków kolejny tytuł mistrza Polski. W przeciwieństwie do Bogusza czy Citki jego piłkarskie umiejętności, wielki talent nie eksplodował w jakimś tam określonym momencie. Ciężką pracą z roku na rok podnosił umiejętności by w końcu trafić do najlepszej krajowej drużyny. Do dziś nie rozumiem jego rezygnacji z gry w drużynie narodowej.

8. Samuel Tomar, rocznik 1973

Długo zastanawiałem się nad miejscem dla „Samka” w mojej drużynie. I doszedłem do wniosku, że powinien się w niej znaleźć. Indywidualistą nigdy nie był. Mimo, że grał napastnika – nie zdobywał wielu bramek. Nigdy nie osiągnął tego, czego wszyscy życzyliśmy temu sympatycznemu, śniadoskóremu zawodnikowi. Należał jednak do „paki”. Uzupełniał się z partnerami na boisku. I kto wie co by było gdyby ta drużyna się nie rozpadła? Może rozwinął by skrzydła…

9. Piotr Matys, rocznik 1978

Najmłodszy. Ale grający bez kompleksów. Z trzecioligowej Jagiellonii w 1997 roku trafił do szkółki PSV Eindhoven, gdzie miał możliwość odbywania wspólnych zajęć z pierwszą drużyną a tego czasu pierwsze skrzypce w drużynie Phillipsa grał nie kto inny jak sam Ronaldo. Potem pobyt w Szwajcarii, powrót do Polski i ten mecz, ta właśnie bramka strzelona w taki a nie inny sposób, nie komu innemu jak F.Barthezowi:

kliknij by zobaczyć

10. Mariusz Piekarski, rocznik 1975

Ladies and gentlemen oto on. Prawdziwy numer 10. Człowiek, o którym Franz Smuda mówił, że jak zacznie grać w jego drużynie (prowadził wtedy Legię z Citko w składzie) to na boisku przydałoby się więcej piłek. O tym, że nie był złym piłkarzem niech świadczy fakt, iż został pierwszym Polakiem grającym w piłkę w Brazylii. Mało tego, występował w jednej drużynie z Romario. Był tym na kogo czekała od lat reprezentacja. I kiedy wreszcie dostał szansę – w meczu z Paragwajem wczesną wiosną 1998 roku – nie wykorzystał rzutu karnego. Nie licząc jeszcze jednego epizodu cztery lata później, więcej już w karze nie zagrał. Miał papiery na grę. Co z nimi zrobił – wie chyba tylko on sam.

11. Tomasz Frankowski, rocznik 1974

Człowiek – Legenda. Jako jedyny ze złotej drużyny wrócił do Białegostoku w kwiecie formy, we wspaniałym stylu wkomponował się w „nową” Jagiellonię. Człowiek, który na dzień dzisiejszy ma na swym koncie 133 trafienia w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce. Człowiek, dzięki któremu reprezentacja awansowała na Mistrzostwa Świata, Wisła Kraków zdobywała tytuły a Jagiellonia utrzyma się w tym sezonie w ekstraklasie.

0 Comments Join the Conversation →


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *