Skąd wracają Litwini? O obcokrajowcach w Jagiellonii cz.2

Z sezonu na sezon grono wywodzących się z zagranicy piłkarzy reprezentujących barwy Jagiellonii powiększało się. W pierwszej części przyjrzeliśmy się latom 1989 – 1999, dziś przypomnijmy późniejsze czasy, aż do powrotu Jagiellonii do ekstraklasy w 2007 roku. W okresie tym, obcokrajowcy nie odgrywali w zespole żółto-czerwonych żadnej z wiodących ról, jednakże przez kadrę Jagiellonii przewinęła się niejedna, warta wspomnienia ‚persona’. Pamięć o kilku z nich jest wciąż żywa wśród białostockich kibiców.

Sezon 2001/02, II liga*

Po awansie do II ligi zarząd podziękował dotychczasowemu trenerowi – Tadeuszowi Gaszyńskiemu i postawił na Wojciecha Łazarka, który to z kolei podziękował dotychczasowym zawodnikom. Rewolucja kadrowa, jaką postanowił przeprowadzić latem 2001 roku uznany w środowisku trener, ściągnęła do Białegostoku potężną grupę kandydatów do gry w nowo tworzonym zespole Jagiellonii. Grupę liczną na tyle, że w jednej z  knajpek nieopodal stadionu zabrakło pewnego wieczoru piwa. Podczas zorganizowanych naprędce testów i gier kontrolnych przyglądał się także piłkarzom z zagranicy, m.in. z Afryki. A skoro macki „Baryły” mogły sięgnąć aż czarnego lądu, nic nie stało na przeszkodzie aby przetestować zawodników ze znacznie bliższych i sprawdzonych już rewirów. I tak do kadry świeżo upieczonego drugoligowca dołączyli Litwini – bramkarz Audrius Dilys, obrońca Andrejus Sorokinas i napastnik Dajnius Saulenas oraz Białorusin, napastnik Aliaksej Denisenia.

dilys-sorokinas
Audrius Dliys i Andrejus Sorokinas

Najkrótszą karierę zrobił w Białymstoku Denisenia. Wystąpił w bezpośrednio poprzedzających start rozgrywek ligowych meczach Pucharu Ligi (eksperymentalny twór, którego jedynym plusem był Canal plus wypłacający premie za awans do kolejnych rund) z Arką Gdynia (1:1 i 0:0) i na samą inaugurację w meczu z Gks Bełchatów. Nie zaprezentował się z najlepszej strony, słuch szybko więc po nim zaginął. Saulenas bardzo ładnie się przedstawił – dwa gole strzelone w debiucie, do tego na wyjeździe, dały zwycięstwo nad Ks Myszków 3:2 i jedyne w całym sezonie trzy punkty przywiezione z obcego boiska. Potem znów gol dający zwycięstwo na wyjeździe, tym razem strzelony Lechowi Poznań na pożegnanie wspomnianego Pucharu (pierwszy mecz jagiellończycy przegrali 0:3). Niestety później dopasował się ze swą skuteczność do reszty kolegów z zespołu i więcej bramek nie zdobył, a zimą wrócił na Litwę. Dilys miał rywalizować o miejsce między słupkami z Mirosławem Dymkiem po tym, jak z klubu odeszli jego dotychczasowi rywale – Maciej Kudrycki i Paweł Waliński, i trzeba przyznać, że z zadania wywiązał się bardzo dobrze. W początkowej fazie sezonu wydawało się nawet, że Litwin na stałe zadomowi się w bramce Jagiellonii. Miał niezły refleks ale i dość poważną wadę wzroku. Grał dobrze na linii, ale słabiej radził sobie na przedpolu, czasami szwankowała też komunikacja z obrońcami. Świetne interwencje potrafił więc przeplatać z bardzo nieudanymi, czego efektem był powrót Dymka do pierwszego składu. Najlepiej z całej czwórki wypadł Sorokinas. Nic dziwnego, bo i oczekiwania wobec tego doświadczonego obrońcy były największe. Mający wcześniej reprezentacyjny dorobek Litwin wywalczył miejsce w składzie już od pierwszej kolejki i odstąpił je tylko na chwilę i tylko w trakcie leczenia kontuzji. Gdyby nie żółta kartka zarobiona w meczu z Tłokami Gorzyce, wystąpiłby pewnie w ostatnim meczu ze Świtem. Ciekawostka ważna do odnotowania, bo w tym szalonym sezonie, pośród tłumów piłkarzy przewijających się przez szatnię Jagiellonii, zarówno w pierwszym jak i ostatnim meczu wystąpiło jedynie dwóch zawodników. Po spadku do III ligi wiadomym było, że tak Dilys jak i Sorokinas wrócą do Wilna.

Sezon 2004/05. II liga*

Po dwóch latach przerwy, do składu Jagiellonii zawitali kolejni światowcy. I myli się ten, kto zakłada, że znów chodzi o Litwinów, choć przyznać trzeba, że żółte i zielone kolory koszulek reprezentacji tego kraju oraz niezbyt wysublimowana finezja futbolowego rzemiosła mogły zmylić niejednego obserwatora. Obrońca Fernando Maia Batista i napastnik Tales Schutz zostali pierwszymi Brazylijczykami w Jagiellonii z wolna szykującej się już do szturmu na ekstraklasę i odpowiednio ku temu wzmacnej.

trudnos_batista
Łukasz Trudnos tłumaczący na portugalski słowo >kurtuazja<. Z Prawej Fernando Batista.

„Ferdek” znany był już na polskich boiskach z występów wszędzie tam, gdzie interesy robił Antoni Ptak – m.in. Łódzkim Ks (za kilka minut zagranych w meczu z Petrochemią w 1997 roku należał mu się nawet złoty medal za mistrzostwo Polski), Piotrcovii czy Pogoni Szczecin. Zamiast samby tańczył głównie chodzonego, szybko więc podpadł ówczesnemu szkoleniowcowi Jagiellonii, Adamowi Nawałce i podpisaną wcześniej na dwa lata umowę rozwiązano już po kilku miesiącach. Osiedlił się w Polsce na stałe, otrzymał obywatelstwo i wciąż grywa w niższych ligach.

Shutz pojawił się w Jagiellonii pół roku później za sprawą rozpoczynającego menadżerski fach Mariusza Piekarskiego. Nieźle wyszkolony technicznie dryblas miał w zanadrzu wystarczająco dużo atrybutów aby ówczesną drugą ligę zjeść na  śniadanie, ale z jakiegoś powodu w Jagiellonii nie „odpalił”. Być może dlatego, że  grając z przyzwyczajenia na szpicy, nie angażował się w grę w innych strefach boiska. Po wyjeździe z Białegostoku został prawdziwą gwiazdą ligi chińskiej, zaliczył też sezon w ekstraklasie portugalskiej.

Sezon 2006/07, II liga*

Wicemistrzostwo II ligi i awans do ekstraklasy stał się zasługą piłkarzy w całości legitymujących się paszportami z orłem w koronie na okładce. Z tym, że na jednym orły były dwa (Czechy), a na drugim z dokumentów ptaszysko miało dwie głowy (Serbia). Napastnicy Radek Divecky i Vuk Sotirovic zasilili kadrę Jagiellonii na ostatniej prostej w wyścigu do awansu, wiosną 2007 roku.

vuk sotirovic
Vuk „Świrović”

Jeżeli osiem mdłych jak knedliczki z tatarskim sosem meczów w wykonaniu Czecha nie robiło wielkiej różnicy na finiszu rozgrywek, to „Soti” był jedną z wyższych kart w talii trenerów Tarasiewicza i Płatka. Przynajmniej na boisku (dwanaście występów i cztery bramki, z czego dwie ratujące punkty w meczach z Piastem Gliwice i Łks-em Łomża), bo poza nim to już bywało różnie. Oprócz wysokich umiejętności piłkarskich, cechowało go bowiem bardzo wysokie mniemanie o sobie i przeświadczenie o wyższości nad kolegami z drużyny. Pewnego razu „Świrović” został aresztowany przez turecką policję w drodze na obóz w Side i o mały włos nie był deportowany za rozróbę w samolocie. Kiedy indziej, po zakończonym meczu sparingowym ze Zniczem Pruszków, Serb przeskoczył ogrodzenie boiska przy Jurowieckiej i rozwścieczony szukał na trybunach kibica, który niewybrednie komentował jego nieudane zagrania. O tym, że gorąca krew płynie w bałkańskich żyłach wiemy dobrze dzięki piosence zespołu „Piersi”, ale dosadniej mógł się o tym przekonać Dariusz Czykier – drugi trener Jagiellonii w 2008 roku – podobnież przez Serba nieźle poturbowany podczas zgrupowania poprzedzającego, odwołane później, baraże o utrzymanie w ekstraklasie. Sprawa długo nie ujrzała światła dziennego, bo w klubie zawsze pod ręką była szczotka do zamiatania brudów pod dywan. Generalne porządki zarządził dopiero Michał Probierz, gdy Vuk wrócił do Jagiellonii w 2011 roku i został z niej, o dziwo nie bez dezaprobaty ze strony fanów, wykopany tak szybko, że ponoć nie zdążył jeszcze rozpakować wszystkich toreb.

c.d.n.

Foto w nagłówku: Gazeta Wyborcza

0 Comments Join the Conversation →


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *