Gościnność po hetmańsku

Nawiązując do dwóch ostatnich wpisów i niejako by zamknąć już (przynajmniej na razie) tematykę stadionów w Białymstoku, pozwolę sobie przytoczyć kolejną relację, tym razem kibiców Śląska Wrocław, pełniących dodatkowo rolę sprawozdawców serwisu ŚląskNet.com. Historia miała miejsce podczas meczu o mistrzostwo II ligi w 2005 roku odbywającym się na stadionie miejskim, wówczas dopiero co odświeżonym stadionie Hetmana.

Jak nas widzą, tak nas piszą. Nikt nie musi udowadniać jak ważne prawdy głoszą nasze narodowe przysłowia. I rzeczywiście. Wizerunek klubu piłkarskiego składa się z kilku podmiotów. Wyniki osiągane przez drużynę to czynnik najważniejszy ale nie zapominajmy o tym jaki wpływ mają na niego również kibice czy ogólnie pojęta „otoczka”. Wizerunek kreują media, bo to na podstawie ich relacji, sympatycy futbolu ze śląska czy pomorza czytają relacje z drugiego końca Polski, jakim nierzadko mieni się Białystok, i często nie pozostaje im nic innego jak poprostu zawierzyć w ich słowa. Wnioski przychodzą do głowy same, nie potrzeba zatrudniać nie wiadomo jakich specjalistów PR, by dziennikarze przyjeżdżający do Białegostoku, opuszczali nasze miasto z dobrym wrażeniem.

Relacja kibiców Widzewa opisywała ostatnie dni Jurowieckiej, kulminację wyczekiwań na lepsze czasy i upragnioną przeprowadzkę na stadion Hetmana. Zmiana adresu dokonana kilkanaście miesięcy później objawiła prawdę starą i gorzką, że Hetman to nie Maracana, ale wystarczyło poświęcić czas i pieniądze by odmienić jego oblicze. Stadion ładniał w oczach, nawet komisja licencyjna PZPN, wizytując stadion, nie kryła zachwytu. Bo w przeciwieństwie do innych aren piłkarskich w Polsce, przystosowanie do wymagań II ligi nie polegało tylko na załataniu dziur w płotach i przykręceniu krzesełek wprost do zmurszałych ławek (pamiętających dożynkowe przemówienia towarzysza Gierka)czy chlapnięciu olejną farbą tu i tam. Podesty zostały w większości wybetonowane na nowo lub wypiaskowane, dzięki czemu uzyskały jasny, przyjazny dla oka kolor. Ba! Wyglądały jak nowe.

Niestety nie poświęcono zbyt wiele czasu szczegółom, może na pierwszy rzut oka nie wartym uwagi, ale także mającym wpływ na wizerunek klubu. Klubu powracającego na piłkarskie salony po wielu latach banicji. Klubu od zawsze walczącego z etykietką drużyny prowincjonalnej, reprezentantem Polski B. A dziennikarskie oko wyłapuje takie elementy momentalnie…

„Śląsk awansował do 2 ligi i co za tym idzie teraz zespół, jak i grono redakcyjne, czekają wojaże w różne zakątki Polski. Każdy klub ma swoją specyfikę, na miejscu można napotkać różne dziwne, zaskakujące rzeczy, może dojść do nieoczekiwanych zdarzeń. Postanowiliśmy zatem stworzyć tekst opisujący napotkane przez nas osobliwości. Odcinek pilotażowy piłkarskiej telenoweli p.t. „Zza loży prasowej ,czyli wyjazd grupy ŚLĄSKnetowej” poniżej. Jeśli uzyska uznanie widzów, postaramy się o nakręcenie kolejnych.

Odc. 1 – „Bialystok”

Scena 1. – Mila Pani wydajac nam identyfikatory z napisem MEDIA z zaparkowanego tuz za brama obiektu auta informuje nas o koniecznosci jego zwrotu jej lub ochroniarzom w tym samym miejscu po meczu. Wychodzac po spotkaniu w rzeczonym wyzej miejscu mimo usilnych staran i wielkich checi nie zaobserwowalismy zywego ducha… w zwiazku z tym klub zostal uszczuplony o kilka sztuk plastikowych plakietek, oby tylko nie zatrudnili komornika!

Sc. 2. – Po przybyciu na stadion lokujemy sie w czyms na ksztalt ni to lozy, ni to wiezyczki. Wazne, ze z tego bocianiego gniazda widok jest doskonaly i na glowe nie pada. Niestety nasza radosc szybko zostaje stlumiona. Zostajemy wyproszeni z tych luksusowych miejsc, które sa zarezerwowane dla specsluzb oraz medialnego monopolisty na luksus – Radia Bialystok. Próbujemy wynegocjowac chocby skrawek tego atrakcyjnego terenu, jednak jeden z dzialaczy ostudza nasz zapal stwierdzajac: „Panowie, przeciez to grozi zawaleniem!”

Sc. 3. – Zajmujemy miejsce dla prasy… Chyba dziennikarzy w tym miescie nie lubia, bowiem specjalna stworzona dla nich loza znajduje sie na samym dole tuz obok murawy. Zabia perspektywe szybko sobie przyswajamy, wazne, ze sprytni budowniczowie zrobili kawalek dachu. Dobrymi checiami jednak jest pieklo wybrukowane. Oslona przeciwdeszczowa powoduje, ze mamy troche rozrywki. Chyba zabraklo kasy na pleksi, a blacha falista do przezroczystych nie nalezy, zatem gdy pilka szybuje w górze, mozna bawic sie w zgadywanie, w którym miejscu murawy wyladuje.

Sc. 4. – Przerwa. Czas wyjsc tam, gdzie król chadza piechota. Wchodzac do miejsca przybytku stajemy, jak trafieni piorunem. Poraza nas napis: „Prosze nie stawac nogami na sedesie!” Dla tych, co nie zrozumieli, to samo stwierdzenie wyryto cyrylica. My rozumiemy i poslusznie do zalecen sie stosujemy.

Sc. 5. – Wydarzenia z przerwy powoduja, ze w szoku druga polowa mija nam jak z bicza strzelil. Nawet nie zastanawiamy sie, czemu krzeselka na stadionie Hetmana maja barwy Jagielloni. Z letargu budzi nas stwierdzenie spikera, ze po meczu konferencja prasowa odbedzie sie w namiocie sponsora, firmy produkujacej piwo Z.

Sc. 6. – Tego nam bylo trzeba! Wedliny od jednego sponsora, napoje od drugiego 😉 Przezornie pakujemy do plecaków troche zapasów na droge. Niestety zostalismy przylapani. Przy wyjsciu czeka na nas mily Pan stwierdzajacy: „To nie jest na wynos, spozywa sie na miejscu”. Mamy swoje przypuszczenia, kto potem te pozostale puszeczki i buteleczki opróznia, ale nie dalismy sie sprowokowac. Dziarskim krokiem ruszylismy w droge powrotna, a w plecakach slychac bylo niesmiale pobrzekiwanie…

Fotografia w nagłówku: jagiellonia.net

Zobacz także...

0 Comments Join the Conversation →


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *