Kadra A w Polsce B czyli o reprezentacji w Białymstoku

O niedawnym losowaniu grup nowo powstałej Ligi Narodów pisano głównie w samych superlatywach. Bo i rzeczywiście, pomysł na kontynentalne rozgrywki dla narodowych reprezentacji nie wziął się znikąd, gra o stawkę naturalnie wzbudza dużo większe emocje aniżeli potyczki towarzyskie, a los skojarzył biało-czerwonych z nie byle kim.

Szkoda tylko, że nowe zawody będą kolejnym pretekstem aby meczów kadry nie rozgrywać w Białymstoku. Ciężko uwierzyć, że potyczki z Włochami i Portugalią, a w przypadku awansu z grupy z jeszcze świetniejszymi rywalami, będą rozgrywane na stadionie innym niż Narodowy w Warszawie. A przecież chciałoby się móc wreszcie pochwalić naszą  piękną, nieszablonową areną szerszej publiczności i zaprosić do niej gości z wielkiego świata, do tego w okolicznościach mniej przykrych, niż miało to miejsce w przypadku rund wstępnych LE. A tu figa! Nawet Litwini, którzy i tak wpadną na zakupy do Atrium Biała czy innej Alfy w drodze powrotnej, na mecz z Polską pojadą autokarem z Wilna do Warszawy.

To dziwne, ale kadrowicze gościli w Białymstoku tylko jeden, jedyny raz. Zmodernizowany na początku lat siedemdziesiątych, na swe czasy dość nowoczesny stadion Gwardii, mógł pomieścić na trybunach zacną liczbę kibiców a zaplecze usytuowane pod sektorem ze „szpakówką” było w stanie ugościć piłkarzy, działaczy, dziennikarzy czy innych vipów nie gorzej niż w takim Mielcu czy Ostrowcu Świętokrzyskim. Brakowało świateł i dachu nad trybunami, ale w epoce późnego Gierka podobne elementy stadionowej infrastruktury stanowiły rzadkość, żeby  nie powiedzieć, wręcz burżuazją. A przecież Białystok był idealnym miejscem na gry z ZSRR a po upadku „sajuza” z jedenastkami wspomnianej już Litwy, Białorusi czy republik bałtyckich. Niestety, stolica regionu północno-wschodniego, odkąd wszyscy pamiętamy, zawsze borykała się z jakimiś problemami i niedostatkami. A to na jaw wychodziły niedostatki komunikacyjno-logistyczne (kiedyś brak porządnej drogi do stolicy czy zelektryfikowanej linii kolejowej, dziś kawałek równo przystrzyżonej łąki zamiast portu lotniczego), organizacyjne (od odwiecznej indolencji lokalnych działaczy po dzisiejszą spółkę Stadion Miejski zatrudniającą trzydzieści osób a zlecającą organizację i obsługę imprez innym firmom) czy sam stan obiektów sportowych, na przełomie wieków wołających wręcz o pomstę do nieba.

krytaKryta trybuna? A komu to potrzebne? A dlaczego? A na co?

Póki co, stolicy Polski „B” musiała wystarczyć …kadra „B”  i remis z równie drugim zespołem Węgier 1:1 w 1977 r. lub „młodzieżówka” – trzy mecze z NRD w 1972, 1974, 1979; po jednym z Finlandią w 1983 i Węgrami 1987 r., ale za sprawą idącej pod wodzą Janusza Wójcika i Mirosława Mojsiuszki jak burza Jagiellonii, miało się to niebawem zmienić.

Okazja na rewizję niekorzystnego stanu rzeczy nadarzyła się pod koniec latach osiemdziesiątych. „Przegląd Sportowy” pisał, że Lech czy Legia z łatwością mogliby oskubać Jagiellonię z ich najlepszych piłkarzy, wykupując kolejno Bayerów, Czykiera czy Lisowskiego, ale na zawodnika z numerem dwanaście na koszulce już rady nie ma. O tym, że „takich mamy w Białymstoku kibiców” zapewniano nawet wielkiego ekranu za sprawą filmu „Piłkarski poker”. Miasto nad Białą szaleńczo zakochało się w futbolu. Wiosną 1988 roku, gdy piłkarze Jagiellonii zdobywali ostatnie potrzebne do utrzymania punkty w a kibice walczyli o przypieczętowanie zwycięstwa w Lidze Stadionów, na meczu z Łódzkim Ks pojawił się trener – selekcjoner Wojciech Łazarek.

Spotkanie mogło się podobać – powiedział po ostatnim gwizdku reporterowi Gazety Współczesnej – Jagiellonia zaprezentowała rozsądną i ambitną grę. Mile mnie zaskoczyła. Zwycięstwem podziękowała wspaniałej widowni. Wizyta moja w Białymstoku jest podyktowana przyszłym pojedynkiem kadry z Bułgarią, który rozegrany zostanie w sierpniu. Być może odbędzie się w on w Białymstoku. Szkoda, że płyta stadionu Gwardii nie jest najlepsza. Gdyby była równiejsza, to zapewne Darek Bayer strzeliłby drugą bramkę. Trzeba ją poprawić, a wtedy kto wie, może właśnie tu rozegramy ten mecz.

Kilka miesięcy później, 21. sierpnia 1988 r., „Baryła” znów zawitał w mieście Hetmana Branickiego, tym razem przywożąc doń już i swych piłkarzy.  Na pojedynek z Bułgarią powołał Wandzika, Bakę (bramkarze) Ciska, Króla, Łukasika, Prusika, Wdowczyka, Wójcickiego, Matysika, Rudego, Tarasiewicza, Krzysztofa Warzychę, Urbana, Furtoka, Iwana, Koseckiego i Ziobra – był to więc poważny sprawdzian pierwszej reprezentacji przed rozpoczynającymi się eliminacjami Italia’90, żaden sparing drugiego garnituru w którym trener Łazarek, jak to miał w zwyczaju, mógł przetestować 22 anonimowych piłkarzy. Dwa dni później, w hotelu Cristal zameldowali się Bułgarzy. Co prawda osłabieni brakiem „Hiszpana” z Realu Saragossa – Nasko Sirakova, ale z Cristo Stoiczkowem w składzie – asem CSKA Moskwa Sofia, dwa lata później grającym już na szpicy wielkiej Barcelony.

Nawet jeżeli białostoccy działacze wzięli do serca słowa trenera i włożyli swe wysiłki  w przywrócenie murawy do stanu jako-takiej używalności, to przedmeczowa ulewa starannie je zniweczyła. Boisko było grząskie i śliskie, nie sprzyjało obawiającym się kontuzji zawodnikom w efektownej grze. Oprócz pogody, na słabą frekwencję mogła wypłynąć też stosunkowo wysoka cena biletów. Ostatecznie sprzedano ok. dziesięć tysięcy wejściówek, co jak na Białystok (zwykle komplet na meczach Jagiellonii) było wynikiem dość mizernym. Gdyby nie odegrane przez orkiestrę hymny Polski i Bułgarii, obserwującemu mecz z boku laikowi trudno w ogóle byłoby zauważyć, że to grają narodowe jedenastki. Gromkie „Jagiellonia” i „Wisła” wciąż intonowano z trybun, co być może miało zmotywować trenera do częstszego powoływania krakowian i białostoczan do kadry.

pol-bulgaria-fot-m-swiderski2:0! strzelec bramki Andrzej Rudy i Damian Łukasik

Mecz zaczął się od samobójczego gola Iwanowa już w piątej minucie. Do końca pierwszej połowy atakowali głównie Polacy – drogę do bramki rywali próbowali znaleźć m.in. Wdowczyk (ładne uderzenie z wolnego), Matysik (silnie głową, piłka wybita z linii bramkowej przez obrońcę) czy Łukasik (z dystansu). W jednej z nielicznych, wartej odnotowania, akcji Bułgarów przeprowadzonej przed przerwą, Iwanow był bliski zrehabilitowania się za swojaka z początku meczu. W drugiej odsłonie ponownie to Polacy kontrolowali przebieg spotkania. Przewagę dokumentowali w 67. (Furtok) i 82. (Rudy) minucie. I gdy wydawało się, że biało-czerwoni dowiozą tak pokaźną przewagę do końca meczu, obudzili się Bułgarzy. Szybko strzelone bramki kontaktowe przez Stoiczkowa i Panewa nadały końcówce odrobinę dramaturgii i kto wie, może gdyby mecz trwał kilka minut dłużej to udałoby się im tego dnia nie przegrać.

24.08.1988, Stadion Gwardii, widzów 10.000
POLSKA – BUŁGARIA 3:2 (1:0)
Ivanov 5′ (s), Furtok 66′, Rudy 80′ – Stoiczkow 85′, Penew ’88

Polska: Wandzik – K.Warzycha (82 min. Król), Wójcicki, Wdowczyk (67 min. Cisek), Łukasik, Rudy, Matysik (67 min. Ziober), Urban, Prusik, Furtok, Kosecki (46 min. Tarasiewicz);
Bułgaria: Michajłow (57 min. Wałow) – Kiriakow, Doczew, Wasew, Rakow, Iwanow, Getow (56 min. Kirow), Sadkow (62 min. Aleksandrow), Penew, Jordanow, Iskrenow (46 min. Stoiczkow).

żółta kartka: Stoiczkow; sędziował Laszlo Kovacs.

program

Pomimo kilku mankamentów, jak już wspomniana cena wejściówek czy brak porządkowych na treningu biało-czerwonych, gdy kibice-żartownisie postanowili „pożyczyć” kilka piłek Adidasa, Białystok nie wypadł w roli organizatora źle na tyle, aby nigdy już nie dostać od PZPN podobnej szansy.

A później? Bida z nędzą. Stadion, jak i cała białostocka piłka nożna, z roku na rok popadał w coraz większą ruinę. Mecze reprezentacji Polski w latach dziewięćdziesiątych oglądać można było w Jastrzębiu, Iławie, Brzeszczach czy Radomiu. Jedynymi obcokrajowcami odwiedzającymi sportowe obiekty w Białymstoku byli Rosjanie, Ormianie czy Białorusini handlujący na bazarach zaaranżowanych wokół trybun przy ul. Słonecznej i Jurowieckiej.

Dziś Białystok pomimo, że wciąż traktowany „w Polsce” po macoszemu, nie ma się czego wstydzić. Jest gdzie spać, gdzie grać mecze, a lada dzień będzie też gdzie posadzić samolot. Nic, tylko zaintonować Mazurka Dąbrowskiego…

foto w nagłówku: Gazeta Wyborcza

Zobacz także...

2 Comments Join the Conversation →


  1. gąsak

    mój pierwszy mecz to Polska – Białoruś juniorów na jurowieckiej :)

  2. Sofa2

    Inne czasy, inne stadiony, inna drużyna. Prędko w Białym reprezentacji nie zobaczymy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *