Ale z Ciebie Rasiak

Kiedy kilka lat temu odwiedzałem stolicę Wielkiej Brytanii, wśród oklepanych atrakcji tego ciekawego w każdym calu (nie centymetrze!) miasta, jak muzea, stadionów Wembley i Chelsea, zrobieniu fotki z Big Benem czy zapaleniu świeczki na Polish War Memorial, doświadczyłem także tradycyjnej gościnności, frytek z octem (pycha) zawiniętych w gazetę no i totalnej fascynacji, wręcz miejscowej religii, kultywowanej głównie w pubach. O futbolu, rzecz jasna, dyskutować tam można dosłownie z każdym i o każdej porze. Mój angielski był jaki był, ale nie przeszkadzało mi to w dość swobodnej, zwłaszcza po kilku pintach lokalnego Ale czy swojskiego Lecha (Żubra w knajpach nie spotkałem) rozmowie, także o „odmianie” futbolu, jaką jest piłka nożna w Polsce.

Nie pamiętam dokładnie ile to było osób, ale zdecydowana większość rozmówców, na pytanie z czym kojarzy się polska piłka odpowiadało dwoma nazwiskami. Jan Tomashewsky – no wiadomo. Clown, który zatrzymał Anglię. Ale drugie? Ladies and Gentlemen, oto on. Grzegorz Rasiak!

…Minuta ciszy…

Jak to? To jakiś żart? W momencie, kiedy w kraju nad Wisłą satyrycy i kabareciarze prześcigali się w wymyślaniu dowcipów i piosenek wyśmiewających Rasiaka, wśród kibiców odżyła bajka o chłopcu z drewna a najgorszą obelgą, z jakich chłopcy obrzucali się pod blokami było „ale z ciebie Rasiak”. Oto piłkarz-Dyzma, za jakiego miałem Grzegorza R. (zwlaszcza podczas meczy reprezentacji), w oczach angielskich kibiców mienił się na ambasadora III RP w Anglii. Długo nie mogłem w to uwierzyć, jeszcze dłużej oswoić się z tymi wiadomościami.

Ale chyba rzeczywiście. W Polsce, do Rasiaka przylgnęła etykietka piłkarskiego pajacyka, który dzięki niesamowitemu zbiegowi okoliczności i kilku strzelonym w Groclinie golom, znalazł się w kadrze Pawła Janasa. Etykietka jaką zwykliśmy przyklejać na lewo i prawo, pierwszemu lepszemu, komu podwinie się noga. Ja sam nijak nie widziałem go w drużynie narodowej, tym bardziej w okresie, kiedy Franek rządził w ataku u boku Żurawskiego. Ale teraz, kiedy próbuje przypomnieć sobie, kto oprócz wymienionej dwójki zasługiwał wtedy na miejsce w ataku. Niedzielan? Wichniarek? Ślusarski? Janas postawił na Rasiaka, miał swoją wizję drużyny, swoje powody no i awansował na Mundial więc zostało mu wybaczone a do Rasiaka wypadało się po prostu przyzwyczaić i mieć nadzieje, że nic nie spierdzieli.

A Anglicy? Chyba wiedzieli co mówią. Przede wszystkim nigdy nie usłyszeliby o Rasiaku, gdyby nie spełnił dwóch warunków: po pierwsze musiał trafić co najmniej do Championship, po drugie grać na tyle dobrze, by nie dać się zjeść bulwarówkom.

I tak, nikomu szerzej nieznany, obdarzony kredytem zaufania, uwolniwszy się od ogarniającego go zewsząd szyderstwa, debiutancki sezon zakończył z 16 trafieniami. Wystarczyło by starać się o angaż klasę wyżej – w Londyńskim Tottenham. Miesiące tam spędzone pokazały, że Premiership to ciut za wysokie progi ale dla porównania – Tomaszowi Frankowskiemu w tym samym mniej więcej czasie wiodło się równie źle, jeśli nie gorzej, w II-go ligowym Volwerhampton. Po „stażu” w angielskiej ekstraklasie wrócił do Championship gdzie z przerwami występował do 2010 roku i na dzień dzisiejszy może pochwalić się rekordem 63 bramek. Każdy kto jest bez grzechu niech rzuci kamieniem i spróbuje strzelić tam chociaż jednego gola.

Dziś po południu Grzegorz Rasiak powinien stać się zawodnikiem Jagiellonii. I co o tym myślę? Sam nie wiem. Pewne jest, że przepaść dzieląca polską Ekstraklasę od II ligi angielskiej czy I Cypryjskiej (bo ostatnim klubem Rasiaka był przecież AEL) jest ze dwa-trzy razy większa od Grand Canyon i każdy polak, który na zachodzie zrobił jako-taką karierę, przyjeżdżając do Polski na emeryturę przeważnie zjada całą naszą ligę na śniadanie (wspomniany już Frankowski, Brzęczek, Świerczewski, Onyszko, Mila). Bez zwątpienia człowiek o takim nazwisku pozytywnie wpłynie na drużynę, jest w Białymstoku potrzebny. Pytanie, które nasuwa się po ostatnich 3-4 meczach, brzmi jednak, czy to aby rzeczywiście wzmocnienie napadu jest wśród wszystkich jagiellońskich formacji najważniejsze?

0 Comments Join the Conversation →


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *